Czy wilki w Bieszczadach nadal powinny być pod ścisłą ochroną? 14-02-2019r.

            Do wczoraj, pomimo że mieszkam całe życie w Bieszczadach wilki nigdy jakoś nie budziły mojego większego zainteresowania. Wprawdzie gdzieś tam czytałam, że wilk zjadł owce, poszarpał jałówki czy zagryzł psa na łańcuchu przy budzie. Czytałam te informacje i tłumaczyłam sobie pewnie tak jak większość, że owce może były źle zabezpieczone albo ktoś nieodpowiedzialny psa na łańcuchu gdzieś w polu trzymał. Patrzyłam na te przypadki przez pryzmat teorii wtłaczanych nam latami przez ekologów, że przecież wilki trzeba chronić, bo to starsi bracia naszych przyjaciół psów, zwierzęta niezwykle mądre i bardzo potrzebne w ekosystemie. Powiem szczerze, że jak oglądałam filmy przyrodnicze z wilkami w roli głównej, zachwycałam się nimi jakie one piękne, dumne i inteligentne. Całe te moje infantylne zachwyty wilkami pękły w jednej chwili, gdy pożarły mojego psa, maleńką Lusię, którą w czerwcu 2017 roku przyprowadziłam do domu ze schroniska.

          Lusia i Maks to psy, które po śmierci naszego kaukaza też Maksia wzięliśmy dla naszego autystycznego syna, aby zbyt mocno nie odczuł straty swojego przyjaciela, z którym wychowywał się od urodzenia. Okazało się, że podbiły one nasze serca tak mocno, że dziś, gdy Lusia zginęła zagryziona przez wilki płaczemy za nią jak za kimś z rodziny. Maksiu drugi pies, który jej towarzyszył w ogrodzie i był świadkiem jej śmierci dziś również przeżywa traumę. Leży cały dzień w domu na swoim legowisku i nawet na podwórko nie wychodzi. To całkowicie sprzeczne z jego naturą i charakterem.

          Nasze psy całymi dniami biegały po podwórku i ogrodzie, do domu przybiegały, aby coś zjeść albo się napić. Uwielbiały się między sobą przekomarzać, bawić i obszczekiwać wszystkich, kogo wypatrzyły za ogrodzeniem. Do domu przychodziły pod wieczór, ale przed spaniem zawsze jeszcze wybiegały na zewnątrz, aby oblecieć całą posesję, posprawdzać, czy przypadkiem ktoś obcy nie naruszył ich terytorium. Robiły tak codziennie aż do wczoraj, gdy do drzwi mojego domu zaczął dobijać się przestraszony Maks. Wtedy od razu pomyślałam, że stało się coś złego, bo Maks jest sam i ewidentnie przerażony. Zaczęliśmy nawoływać a potem szukać Lusię, niestety do północy Lusi nie znaleźliśmy.
          Dopiero dziś mąż obszedł cały ogród i łąkę i znalazł na niej ślady dwóch wilków, co już pozbawiło nas złudzeń, że Lusia żyje. Zapytacie po co o tym piszę, przecież w Bieszczadach wilki niejednego psa zagryzły, że nie wspomnę o owcach czy koniach. Tak to prawda, wilki w Bieszczadach wiele szkód wyrządziły, ale dopiero jak nas osobiście dotyka takie zdarzenie dopiero wtedy wiemy co czują mieszkańcy naszego regionu w takiej sytuacji. Żal za straconym zwierzęciem, złość na państwo i reguły przez niego ustalane i nienawiść do wilka, że zabił naszego przyjaciela. Wtedy dopiero zaczyna się stawiać pytania: jak to możliwe, że wilki tak blisko podchodzą do naszych domów, że nie czują żadnego strachu przed ludźmi. Dlaczego mieszkając od urodzenia w Bieszczadach dopiero od kilku lat słyszy się coraz głośniej o strachu ludzi przed wilkami. Dlaczego tak diametralnie odmieniły się role, że dobro wilka stawia się przed dobrem człowieka?

          Śmierć naszej małej Lusi bardzo nami wstrząsnęła, na pewno długo po niej będziemy jeszcze rozpaczać, ale strach o drugiego psa i obawa o bezpieczeństwo naszego chorego syna czy wnuka będzie nam już towarzyszył zawsze. Ktoś powie, że histeryzuję, że przesadzam, ale mieszkając w miejscu, gdzie wilki zaczynają walczyć o dodatkowe terytoria z ludźmi nie napawa to optymizmem. Szkoda, że w naszym kraju mamy zwyczaj popadać z jednej skrajności w drugą a nie potrafimy znaleźć złotego środka. Taką skrajnością jest całkowita ochrona wilka czy niedźwiedzia co powoduje nadmierny wzrost populacji tych zwierząt, ponieważ w naszych warunkach nie mają one żadnych naturalnych wrogów. Z różnych danych statystycznych wynika, że na terenie Bieszczad, o obszarze mniej więcej 2000 km2 żyje około 300 do 350 wilków, czyli około sześćdziesięciu kilku watach. Biorąc pod uwagę, że do życia jednej watahy potrzeba od 150-200 km2 powierzchni to już z tych danych widać, że na naszym terenie zagęszczenie watah wilczych jest zbyt duże w stosunku do zajmowanego obszaru.

          Dlatego niech mnie nawet nikt nie próbuje przekonywać, że wilki powinny być w Bieszczadach objęte całkowitą ochroną. Liczba tych drapieżników z roku na rok będzie się zwiększała a one w poszukiwaniu łatwego jedzenia będą coraz częściej schodzić do naszych wsi i miasteczek. Na razie zabijają zwierzęta domowe, ale staje się to coraz częściej, przestają im przeszkadzać ogrodzenia a widok człowieka nie budzi w nich strachu, wręcz przeciwnie to my ludzie zaczynamy się ich bać. Rozumiem potrzebę ochrony zagrożonych gatunków i ją popieram, ale zadaniem państwa jest określenie granicy, kiedy ta ochrona przestaje obowiązywać. Skoro człowiek raz naruszył równowagę w przyrodzie to przyroda sama do tej równowagi nie wróci, nie liczmy więc na to, że wilki same ograniczą swoją liczebność. One za wszelką cenę będą chciały powiększać swoje terytoria kosztem ludzi, bo taka jest ich natura, ale człowiek po to został obdarzony rozumem, aby nad tym zapanował poprzez jego redukcję, aby przestał zagrażać bezpieczeństwu ludzi.

           Jeszcze jedną refleksją podzielę się na koniec, po mojej Lusi pozostanie nam kilkadziesiąt fotografii i żal za poczciwą psiną. Wyobraźnia jeszcze długo będzie podsuwać obrazy w jaki dramatyczny sposób zginęła rozszarpana przez wilki i poczucie bezradności, że nie mogliśmy jej pomóc. Dlatego nigdy nie pogodzę się z tym, że my ludzie i zwierzęta domowe jak psy, konie, owce mamy o wiele mniejsze prawa niż wilki. Wilkom wolno zabijać a my możemy się temu tylko przypatrywać, głupie prawo nawet nie daje nam możliwości obrony. Przecież za zabójstwo człowieka w niektórych krajach nadal ludzi skazuje się na śmierć a w Polsce wilk może pogryźć dzieci (coś bardzo szybko ten temat został porzucony przez media), zabić psa, zagryźć owce i co? I nic, nawet gdybyśmy mieli broń i wilka na celowniku, my nie możemy zrobić nic. Prawo chroni wilka w każdej sytuacji, na jego odstrzał wydawany w wyjątkowych sytuacjach czeka się miesiącami i od odwagi urzędnika zależy, czy ta zgoda będzie wydana.

           Czekam, kiedy wreszcie nastąpi przebudzenie, kiedy przestaniemy my ludzie ulegać wpływom nawiedzonych lekkoduchów, celebrytów czy polityków szukających łatwego poklasku i będziemy w głupi sposób chronić niektóre zwierzęta zapominając o człowieku. Rozumiem obronę zwierząt przed znęcaniem się nad nimi, ale nie rozumiem tych wszystkich absurdalnych zakazów, których powstaje coraz więcej w imię ochrony jakiegoś gatunku. Pytam więc tych wszystkich, którzy bronią zwierząt, kiedy dostrzegą fakt, że obrony przed dzikimi zwierzętami potrzebuje człowiek?
Ewa Sudoł

Zaproszenie do współpracy

Zapraszamy do współtworzenia naszej gazety przez bieszczadzkich poetów, pisarzy, fotografów, rzeźbiarzy, malarzy i innych artystów. Na naszej stronie możecie pochwalić się swoją twórczością oraz ją zapromować. Bardzo chętnie będziemy udostępniać łamy naszej gazety młodym, debiutującym artystom aby mogli zaprezentować się szerszej publiczności.
Serdecznie zapraszamy do współpracy. Zainteresowanych naszą ofertą prosimy o kontakt : tel- 883 018 180, e-mail- redakcja@zaslyszane-w-bieszczadach.pl
Zasłyszane w Bieszczadach - portal opinii
Wszelkie prawa zastrzeżone
Redaktor Naczelny - Ewa Sudoł
Liczba odwiedzin: 55655
Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem