Ziarenko współczesności -  Damian Sawa
20-03-2019r.

          Świat już nawet nie płynie, świat cholernie zapierdala. Możesz ubrać wygodne buty, ale w konsekwencji i tak nie nadążysz.

            Kolejna godzina, dzień, miesiąc, rok. Umiera starsze pokolenie, umierają szkolni znajomi. No cóż, na każdego przychodzi czas - mówimy sobie w duchu i ruszamy dalej.

          Rodzą nam się pociechy. Ale ciężko jakoś myślami wrócić do tych dreszczy na skórze, kiedy po raz pierwszy ujrzeliśmy własne dziecko. Ciężko przebić się pośród tych wszystkich spraw, problemów, przebić się z pozytywnymi myślami do świata rzeczywistego. Do teraźniejszości, co jednak każe stąpać mocno po ziemi. Odhaczamy kolejne zadania, budowę domu, budowę rodziny. Stół, krzesła, wygodne łóżko. Bo przecież sen to podstawa. Ale śpimy coraz mniej, coraz częściej cierpiąc na bezsenność. Łykamy więc garść tabletek, jedna po drugiej. Wypowiadając przy tym magiczne zaklęcia i zwierzając się wykwalifikowanym lekarzom, którzy dalej zalecają branie tabletek. Szarość pozostanie szarością, nawet jeśli przez chwilę mamy złudne wrażenie. Więc wszystko wraca do punktu wyjścia. Do tego że trzeba budować wiele rzeczy od nowa. Dziwne, bo kiedyś o wiele lepszym rozwiązaniem wydawało się naprawianie. Obecnie to już takie niemocne, nudne, stereotypowe.

          Więc zaniedbujemy jak najbardziej się tylko da, coraz głębiej wchodząc w relację "jakoś to będzie" - Bo przecież dzieci dorosną a partnera można w konsekwencji zmienić. Nie wiem czy na lepsze, ale po prostu zmienić. Bo ludzie mają taki kaprys, potrzebę chwili, sytuacji. Bo dlaczego nie skoro żyje się raz. Więc komplikujemy sobie życie, ale wciąż myśląc że w końcu się ułoży. A później jak się nie uda, to załamujemy ręce, załamujemy całą rzeczywistość. I znowu lekarz, tabletki, rozmowy. Znowu to rozpaczliwe, pozorne szukanie pomocy. Najlepiej bez żadnego wysiłku.

Damian Sawa

Zakład zamknięty-przystanek Bieszczady   Damian Sawa

[przed spektaklem muzyka hip hop - Kaliber 44]
[Ja to ja - Pragnę być nietypowy, niepowtarzalny
Jednorazowy i oryginalny ]
[Na scenę wchodzi lektor]
Witam wszystkich zgromadzonych. Tych których nie ma też witam. I Panią w trzecim rzędzie i Ciebie dzieciaku. Podałbym rękę ale za daleko.
Wszędzie za daleko. To nie jest duży spektakl, to nawet nie można rozmiarowo określić. Ale warto posiedzieć i posłuchać. Skoro już zdecydowali się Państwo przyjść. Zapraszam.

OSOBY: Doktor P, Chudy Mareczek, Salowa Iwonka, Eward Poeta

AKT PIERWSZY

Rzecz dzieje się w szpitalu psychiatrycznym w Bieszczadach. Sala albo pokój. Wszystko w różnych kolorach. Liliowe ściany, biały sufit i krzesło. Brązowy kaloryfer. Łóżko w kolorze szarym, takim jak niebo o tej porze roku. Na łóżku siedzi Chudy Mareczek. Podśpiewuje piosenkę, zmieniając bez przerwy tekst i melodię.

Po jednej z piosenek do sali wchodzi Edward Poeta.

CHUDY MARECZEK  - Witajcie.

EWARD POETA - Kolega nowy?

CHUDY MARECZEK - Jaki tam nowy. Dziesięć lat na oddziale. Ale kolega nowy?

EDWARD POETA - Kolega do mnie kolega mówi i że nowy? Kiedy to ja zacząłem pytać czy kolega to kolega i czy nowy.

CHUDY MARECZEK - Nieważne kto zaczyna. Zwłaszcza tutaj. To nieważne.

EDWARD POETA - Zgdzam się. Kolega mądrze prawi, inteligentny rzekłbym. Więc po imieniu?

CHUDY MARECZEK - Mareczek jestem. Inteligentny - owszem. A z kim mam przyjemność?

EDWARD POETA - Edward. Poeta z zawodu. Pasjonat literatury, kobiet i dobrego żarcia.

CHUDY MARECZEK - Poeta z zawodu? Brzmi dumnie! Ale czy opłacalnie? Edward zachwycony aprobatą Mareczka, uśmiecha się i siada na krześle.

EDWARD POETA - Nie piszę dla pieniędzy. Dla duszy bardziej. Przede wszystki dla duszy.

CHUDY MARECZEK - Nie pojmuję. Pracować za darmo, dla duszy?

EDWARD POETA - Właśnie tak. Wszystko dla duszy.

CHUDY MARECZEK - A jesteś tutaj z powodu duszy czy może głowy?

EDWARD POETA - Głowy.

CHUDY MARECZEK - Świr z ciebie, jednym słowem.

EDWARD POETA - Skądże Mareczku.

CHUDY MARECZEK - Mnie też sprowadza głowa. Urojenia, lęki i takie tam zawrotne stany. Nazywają mnie świrem i mówią że głowę mam spierdoloną. Tobie też tak powiedzą, więc jak kumpel kumpla, ostrzegam wcześniej byś nie zdziwił się zbyt bardzo.

EDWARD POETA - Piszę książkę. I nie mam problemów z głową. Szukam inspiracji, pomysłów, ciekawych ludzi. Takich jak ty. Spierdolonych.

CHUDY MARECZEK  - Piszesz książkę? Ale to ja jestem spierdolony. Edwardzie, proszę cię (śmiech Mareczka) Edward wyciąga notes i pokazuje pierwszą stronę.

EDWARD POETA - Czytaj na głos

CHUDY MARECZEK - Czytać? Edwardzie, nie czytam książek.

EDWARD POETA -  Więc słuchaj. Nazywam się Edward Kruk piętam jak przywieźli mnie i kazali spokojnie leżeć. A ja rzucałem się i przeraźliwie krzyczałem. Nazywam się Kruk. Jeszcze o tym nie wiem, jeszcze nie rozumiem że stąd nie ma wyjścia. Zamknęli drzwi a w oknach widziałem jedynie kraty. Trafiając tutaj, jesteś skazany na szaleństwo, obłęd i tych wszystkich ludzi o których pisać będę książkę. Co z tego że jestem zdrowy, jestem zdrowy. Nie mam stanów lękowych, nie odczuwam niczego bardziej ani mniej. Jest jesień. Czarnowłosa Pani doktor stoi przy mnie i niedługo wyda wyrok. Razem z nią dwóch otyłych sanitariuszy. Czekają aż padnie komenda. Nazywam się Kruk. Powtarzam coraz ciszej i niewyraźnie. Po dłuższej chwili, wszystko zaczyna brzmieć jak bełkot. Sam siebie nie rozumiem. Najgorsze jest spadanie, jakbym nagle zapomniał latać. A przecież potrafię latać.

Wieczór kończy się na niewygodnym łóżku. Wbijają strzykawkę i następuję przeraźliwa pustka.
A przecież nazywam się Kruk. Chociaż to wszystko brzmi już co najmniej niewiarygodnie.

CHUDY MARECZEK  - Jak się nazywasz?

EDWARD POETA - Kruk. Mareczek nie jest w stanie pojąć o co chodzi Edwardowi. Próba zrozumienia tekstu i sytuacji jest zbyt trudna.

CHUDY MARECZEK  - Jesteś tutaj z powodu książki?

EDWARD POETA -  Mareczku, uwierz że jestem tutaj z powodu ksiażki.

CHUDY MARECZEK  - Wierzę. Ale boję się. Bo skoro ja jestem spierdolony a ty piszesz książki, to czy naprawdę jest ze mną tak źle?

EDWARD POETA -  Czego się boisz? I czy naprawdę chcesz żebym to powiedział?

CHUDY MARECZEK  -  Ale bądź szczery.

EDWARD POETA - Jesteś chory. Wciskają ci leki, próbują wcisnąć kit o cudownym działaniu tabletek. Ale to nie pomaga. Bo jesteś tutaj już tyle lat.

CHUDY MARECZEK  -  Dziesięć. A ile przede mną?

EDWARD POETA - Do końca życia. Nigdy nie wyjdziesz poza teren ośrodka. Przegrałeś Mareczku.

Mareczek wpada w histerię. Przeraźliwy krzyk roznosi się po korytarzu. Z trudem jeszcze zadaje pytanie Edwardowi.

CHUDY MARECZEK  - A co będzie z tobą?

EDWARD POETA - Uspokój się. Ja też przegram. Nie ma zwycięzców w tej walce.

CHUDY MARECZEK  - A więc nasze życie nie różni się aż tak bardzo.

EDWARD POETA - Nie. Ja jestem tutaj bo chcę napisać książkę. Ty będziesz głównym bohaterem. To jest ta sama historia, ten sam cel.

Na salę wchodzi Doktor P. Edward chce uciec, ale ostatecznie zostaje razem z Mareczkiem.

DOKTOR P - Kogo widzą moje śliczne oczy.

CHUDY MARECZEK - Śliczne?

EDWARD POETA - Zachowuj się Mareczku.

Ale w końcu obaj wybuchają śmiechem.

DOKTOR P - Zabawne chłopcy. Co Pan Edward robi na tej sali?

CHUDY MARECZEK - Panie doktorze, to przez samotność. I książkę. Będę bohaterem. Prawdziwym bohaterem.

DOKTOR P - Bohater, książka? Co za ciekawa historia Mareczku.

CHUDY MARECZEK - Bycie bohaterem zobowiązuje. Trochę się boję, a trochę jestem dumny.

EDWARD POETA - Ja może wyjdę do siebie.

CHUDY MARECZEK - Zostań. Opowiedz Panu doktorowi o książce. Czy jest w niej także miejsce dla niego?

DOKTOR P - Co to za książka o której mówi Mareczek? Edwardzie!

EDWARD POETA - Proszę nie słuchać wariata.

CHUDY MARECZEK - Jak możesz? Wspominałeś o książce, bohaterze. Bo jesteś tutaj z powodu głowy i książki. I wszystko to robisz tylko i wyłącznie dla duszy. A ja jestem spierdolony.

EDWARD POETA - Milcz.

DOKTOR P - Edwardzie.

CHUDY MARECZEK - Powiedz Panu doktorowi prawdę. On nas nie wyda. Ufam mu bardziej jak sobie.

EDWARD POETA - Nie ma żadnej książki. Nie mam pojęcia Mareczku o czym mówisz.

CHUDY MARECZEK - Książka!!! (Wściekły Mareczek znowu pobudza się i zaczyna robić się wyraźnie agresywny)

EDWARD POETA - Uspokój się.

DOKTOR P - Obaj się uspokójcie. Już wołam pielęgniarki i sanitariuszy.

CHUDY MARECZEK - Myślałem że jesteśmy...

EDWARD POETA - No kim? Przyjaciółmi?

CHUDY MARECZEK -Tak właśnie.

DOKTOR P - A kim jesteście? Dla siebie?

Edward zerka na rozstrzęsionego Mareczka. Jego chuda postać wzbudza litość i kruszy nawet najtwardsze serca.

EDWARD POETA - Przyjaciółmi.

DOKTOR P -Tak zachowuje się przyjaciel?

CHUDY MARECZEK - Nie.

EDWARD POETA - Tak.

CHUDY MARECZEK - O tym napiszesz w książce? Że masz przjaciela?

EDWARD POETA - Napiszę że miałem przyjaciela który był bardzo chory.

CHUDY MARECZEK - Co się z nim stanie?

EDWARD POETA - Umrze w samotności.

Doktor nerwowo zaczyna krążyć po sali, przysłuchując się rozmowie mężczyzn. Mareczek zaś chowa się pod kołdrę.

CHUDY MARECZEK - Nie ma mnie. Nie ma mnie.

EDWARD POETA - Tchórz.

CHUDY MARECZEK - Tylko nie tchórz!

EDWARD POETA - Bo co?

CHUDY MARECZEK - Napiszesz że twój przyjaciel umrze.

EDWARD POETA - Bo umrze. Szalony. Nie mając pojęcia o tym że żył.

CHUDY MARECZEK - To straszne.

EDWARD POETA - Nawet bardziej niż straszne.

CHUDY MARECZEK - Zaufałem ci Edwardzie.

EDWARD POETA - I dobrze. To najrozsądniejsze co mogłeś zrobić.

DOKTOR P - Zaufanie Edwardzie. Wiesz do czego zmierzam?

EDWARD POETA - Owszem.

DOKTOR P  - Ufasz?

EDWARD POETA - Nie ufam. We mnie jest poeta, artysta, wędrująca po świecie dusza. Buntownik.

CHUDY MARECZEK -Wariat!

EDWARD POETA - Wciąż nie jesteś w stanie zrozumieć dlaczego tu jestem? Skoro potrafię logicznie myśleć i samodzielnie jeść śniadania, obiady kolację. Nikt nie stoi nade mnie, nie rozdrbnia chleba, nie trzyma łyżki i nie podaje ciepłej herbaty. A więc nie powinno mnie tutaj być. Logiczne. To ty jesteś wariatem Mareczku! Ja chcę napisać książkę.

CHUDY MARECZEK - Jestem. Jestem pierdolonym świrem!!!

(Wpada po raz kolejny w szał i rzuca w Edwarda poduszką)

DOKTOR P - Edwardzie wracaj do siebie.

EDWARD POETA - Kiedy ja nie wiem dokąd wracać?

DOKTOR P - Sala dwadzieścia dwa.

CHUDY MARECZEK - Poza numerem wszystko jak tutaj. Dla umysłowo chorych.

EDWARD POETA - Logicznie patrząc na sytuację, nie powinno mnie tutaj być.

CHUDY MARECZEK - Logicznie patrząc na sytuację, masz rację. To moja sala. Ty jesteś z dwudziestki dwójki. Ja jestem spierdolony, a ty chcesz napisać książkę.

EDWARD POETA - Zgadza się!

DOKTOR P  - Edwardzie wyjdź!

Uspookojony przez sanitariuszy Mareczek kładzie się na łóżku. Edward wraca do siebie. Na salę dwadzieścia dwa. Doktor również wychodzi. Mareczek nie może usnąć tej nocy. Rozmyśla o książce Edwarda i coraz bardziej zastanawia się który z nich mówi prawdę. Czy naprawdę jest spierdolony i wszystko do czego zmierza Edward to książka którą chce napisać. I czy naprawdę będzie głównym bohaterem.

Scena 2
Edward rozlewa na podłogę herbatę. Zimną i gorzką jak życie, z którym ciągle nie jest w stanie sobie poradzić. Na salę wchodzi Sprzątaczka Iwonka. Kobieta z widoczną nadwagą. Poza tym nie wyróżnia się niczym więcej.

SPRZĄTACZKA IWONA - Kretyn!

EDWARD POETA - Słucham?

SPRZĄTACZKA IWONA- Kretyn jesteś, cymbał. Herbatę się pije, nie rozlewa cymbale.

EDWARD POETA - Wyrwij mnie Panie z bólu, nienawiści...

SPRZĄTACZKA IWONA - Modlisz się?

EDWARD POETA- Ja naprawdę nie chciałem. Jestem tutaj przypadkowo. Ale ja z tą herbatą.

SPRZĄTACZKA IWONA - Posprzątam, za to mi płacą.

EDWARD POETA- A ja jestem tutaj przypadkowo. Nie powinienem tutaj być. Jestem poetą.

SPRZĄTACZKA IWONA - Udowodnij.

EDWARD POETA - Jak mam to zrobić?

SPRZĄTACZKA IWONA - opisz moją osobę.

EDWARD POETA- Lirycznie?

SPRZĄTACZKA IWONA - Szczerze?

EDWARD POETA - Poeta ma napisać coś szczerze? (Chwila milczenia. Śmiech Edwarda)

SPRZĄTACZKA IWONA - Z czego się cymbale śmiejesz?

EDWARD POETA - Tylko i wyłącznie z ciebie.

(Chwila milczenia. I znowu śmiech Edwarda) Sprzątaczka bierze w ręce mopa i próbuje wycierać podłogę.

EDWARD POETA - Prawo, lewo, prawo, lewo.Ruchy, szybciej, wolniej. Prawo...

SPRZĄTACZKA IWONA - Jesteś cymbałem. Do Diabła z tobą, żaden normalny człowiek nie zachwouje się tak jak ty. Wszyscy jesteście tutaj jebnięci. Rozumiesz debilu? To twoje miejsce, zostaniesz w tej pierdolonej sali do końca swoich pieprzonych dni. Bo na to zasłużyłeś!

Edward, bezradnie wzrusza ramionami i nie mówi nic. Nie śmieje się, nie porusza stopą ani ręką. Siedzi tak minutę na łóżku. Stopy bezwiednie zwisają dookoła świata.

EDWARD POETA- Kim jesteś by nazwywać mnie cymbałem? By przewidywać przyszłośc i wskazywać miejsce mojego pobytu? Kim, ty jesteś?

Iwona kończy myć podłogę i ma wyjśc już bez odpowiedzi. Ale Edward wstaje z łóżka i zbliża się w jej kierunku.

SPRZĄTACZKA IWONA - Odejdź. Nie mam nic do powiedzenia.

EDWARD POETA - Do Diabła mnie wysyłasz? A co jeśli cię znajdę, razem z nim? Przyjdę razem z nim i zrobimy piekło. Ugotujesz się, uśmażysz swoje tłuste cielsko.

SPRZĄTACZKA IWONA- Aaaaaaa, kurwa skończ!

EDWARD POETA - Ładna mi kariera! Sprzątaczka w domu wariatów. Szczyt ambicji? Przeczytałaś choćby jedną książkę?

SPRZĄTACZKA IWONA- Pracuję 10h dziennie. Sprzątam wasze osrane kible, resztki jedzenia, wycieram korytarze bo nie trzymacie moczu, bo jesteście ułomni!

EDWARD POETA - Ja piszę poezję.

SPRZĄTACZKA IWONA- Wyciągaj wiersz. Recytuj Poeto.

Edward ożywia się. I zaczyna szukać w szufladzie zapisanych kartek z poezją.

EDWARD POETA - Poezja.

on był w Kellenhusen ona w Ustrzykach Dolnych

on do zakochania potrzebował chwili ona o wiele dłużej

i mogło być dobrze tuż tuż błyskawicznie że zdaje się że ładnie

że tak jakoś inaczej

nie

nic się nie dzieje

we mnie wszystko ma swój porządek

a tu tak pusto i trzeba zacząć od nowa

jeszcze jeszcze

ona pozwoliła mu wyjechać on się nie zatrzymywał

on pisał wiersze ona nie rozumiała

i mogło być tak zawsze nawet dobrze albo przynajmniej teraz

mogli nie budzić się setki razy

kiedy mówił - znam takie miejsca gdzie możemy żyć umierać

i rozstawać się razem

zapytał "chcesz je zobaczyć"

odpowiedziała - nie chcę

SPRZĄTACZKA IWONA - Pokaż kartkę!

EDWARD POETA - Proszę.

Iwona robi z niej tysiące kawałków i rozrzuca po sali.

SPRZĄTACZKA IWONA - Ziemia wszystko przyjmie. Poeto, Panie świrze poeto. Bo powiedziała nie. Rozumiesz, nie chciała z tobą.

EDWARD POETA- Boże, co ty zrobiłaś! Boże, Boże! Nie!

IWONA SPRZĄTACZKA - Przecież wy poeci, piszecie o tym czego nie ma Edward kladzie się na podłogę i płacze.

EDWARD POETA- Powiedziała nie. Masz rację.

IWONA SPRZĄTACZKA - Nie kochała, dlatego powiedziała nie.

EDWARD POETA- Ale było nam naprawdę dobrze. Przysięgam było dobrze.

IWONA SPRZĄTACZKA- Kryje się w tobie coś niedobrego. W mężczyznach ogólnie jest wiele zła.

EDWARD POETA- Jestem cymbałem. Z całym bagażem tej rozmowy, z każdym słowem, zachowaniem. Tysiącem kartek papieru. Uświadomiłaś mnie że jestem cymbałem.

IWONA SPRZĄTACZKA - Jesteś. Ale jesteś także facetem, chorym, pozbawionym poczucia rzeczywistości facetem.

EDWARD POETA - Miłośc pozbawia poczucia rzeczywistości. Jak wódka i mycie podłogi.

IWONA SPRZĄTACZKA - Świetna metafora. Aplauz dla pisarza.

EDWARD POETA - Świnia.

IWONA SPRZĄTACZKA - Bądź tak uprzejmy i zachowuj się jak poeta, artysta. Jak nieskażony ludzką zawiścią ponadprzeciętny, inteligent świr.

EDWARD POETA - Zachowałbym się przyzwoicie. Ale jest coś co niestety mi nie pozwala droga Pani.

SPRZĄTACZKA IWONA - Co takiego?

EDWARD POETA - Świnia który wyszła z koryta. I zgubiła drogę do domu. Świniom nie wolno wychodzić z koryta bez pozwolenia pana. Ja jestem panem. Więc wracaj.

SPRZĄTACZKA IWONA - Potwierdzasz poziom który reprezentujesz.

EDWARD POETA - Vice versa. Vice versa. Mała, grubiutka świnko!

Edward uśmiecha się pod nosem, gasi światło i wychodzi z sali zostawiając Iwonę samą. W ciemnościach wieczornych, dobiega końca konwersjacja. Z której wynikło kto jest świanią a kto panem. A przecież rozchodziło się przede wszystkim o poezję, jak mniem o poezję i poetów.

Damian Sawa

Sawa Damian

PANI MÓWI

Pani mówi - w Bieszczadach zatrzymują się niezliczone wcielenia
a ja ze swoją nadpobudliwością psychoruchową
pałętam się po świecie i pewnie wciąż będę się kręcił
doznając mieszanych epizodów
życie i śmierć
gwoli prawdy w górach pragnę tylko końca

Pani mówi - w Bieszczadach księżyc
nie kruszy się jak kostka lodu
a człowiek zawsze trafia na człowieka
to przecież intelektualne wyzwanie
bo czy nie człowiek człowiekowi wilkiem
przyznajmy uczciwie

Pani mówi - wokół słońca i osi
po srogiej zimie
siedząc na szczytach Połonin
poczujesz się jak w zaświatach

Pani tego nie wie
Bieszczady są dla mnie fantomowym bólem

Zaproszenie do współpracy

Zapraszamy do współtworzenia naszej gazety przez bieszczadzkich poetów, pisarzy, fotografów, rzeźbiarzy, malarzy i innych artystów. Na naszej stronie możecie pochwalić się swoją twórczością oraz ją zapromować. Bardzo chętnie będziemy udostępniać łamy naszej gazety młodym, debiutującym artystom aby mogli zaprezentować się szerszej publiczności.
Serdecznie zapraszamy do współpracy. Zainteresowanych naszą ofertą prosimy o kontakt : tel- 883 018 180, e-mail- redakcja@zaslyszane-w-bieszczadach.pl
Zasłyszane w Bieszczadach - portal opinii
Wszelkie prawa zastrzeżone
Redaktor Naczelny - Ewa Sudoł
Liczba odwiedzin: 55669
Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem