PUNKTY PRZECIĘCIA -odcinek pierwszy
Jacek Piecuch        17-12-2019r

ROZDZIAŁ I

           Pierwszy komunikat, który dotarł do jego jaźni, to był chłód. Przejmujący do wnętrza, targający porywami wiatru. Nie wiedział, nie chciał wiedzieć skąd bierze się to uczucie zimna, ale czuł wyraźnie ziąb na całym ciele, skostnienie dłoni, mrowienie w stopach. Nie widział nic, nic też nie słyszał. Dopiero po chwili uświadomił sobie, że ma zamknięte oczy, a w uszach, głęboko, aż do środka świadomości tkwi głuchy szum, nieokreślalny, nienazywalny… Szum, który określił – najniespodziewaniej dla siebie samego – szumem niewiedzy, szumem nieświadomości. Sam był zaskoczony tym, że jego umysł zajął się nazywaniem szumu, zamiast umiejscowić jego własne istnienie – bo nie pobyt przecież – w miejscu i czasie. Jednocześnie też zdziwienie wywołało u niego słowo „umysł” – użył w myślach tego słowa, choć nie do końca miał pewność, czy wie co ono oznacza. Niemniej – był pewien, że zna to słowo, choć wyraz „słowo” również wydał mu się jakiś daleki i niezbyt czytelny i zrozumiały. Skupił się na tym szumie, który przenikał go tak samo dotkliwie jak chłód i który był niemal fizycznie bolesny i po chwili poczuł – tak, poczuł właśnie – że ów szum cichnie zwolna i powoli gaśnie, niczym słabnąca żarówka w latarce, kiedy bateria się wyczerpuje. Zrobiło się cicho. Prawie cicho, bo dobiegały do niego jakieś odgłosy – odgłosy, które znał, odgłosy, które pamiętał, ale których nie był w stanie nazwać w żaden sposób. Niemal siłą zmusił się do otwarcia oczu.

           Był to wysiłek niejako podwójny, bo sama – zdawałoby się – prosta czynność uniesienia powiek była okupiona niemal bólem, a nagłe uderzenie światła sprawiło, że natychmiast na powrót zamknął oczy. Ciemność sprawiła pewną ulgę, ale wtedy dotarła do niego świadomość niewiedzy, świadomość zagubienia, świadomość nieznania, świadomość wreszcie nieświadomości. Ponownie uniósł powieki. Światło nie było już teraz aż tak bolesne. Powoli przyzwyczajał się do niego i po chwili w ogóle przestało boleć.

          Nie znał tego miejsca. Potrafił nazwać to co widzi – drzewa nazwał drzewami, wyżwirowane ścieżki nazwał ścieżkami, okrągły klomb przed sobą nazwał klombem. Zdziwienie jednak wywołał u niego sam fakt, że nazywa poszczególne elementy docierającego do niego obrazu, tak jak by musiał to robić i robił po raz pierwszy. Zresztą obraz był nieostry – tak go nazwał, sam nie wiedząc dlaczego. To było pierwsze słowo, jakie przyszło mu do głowy – właśnie nieostry, a nie rozmyty, czy niewyraźny. Wpatrywał się w najdalszy punkt tego co było przed nim i ten najdalszy punkt powoli zaczynał się robić wyraźniejszy, jakby
– tak to w myślach określił – ktoś powoli przekręcił pierścień jakiegoś optycznego urządzenia. Nie poruszał ani głową, ani żadną inną częścią ciała, ale czuł (a trochę dostrzegał), że siedzi na ławce – nazwał to na czym siedział ławką, ku swemu kolejnemu zadziwieniu. Niespodziewanie uświadomił sobie, że nazywa rzeczy oczywiste ich oczywistymi nazwami.

         Było to o tyle niezwykłe, że pojął nagle, iż przedmioty, które nazywa są tym czym uważa że są, że po ich nazwaniu jest to niejako oczywiste, że drzewo to drzewo, ławka to ławka, zimno to zimno… Nie mógł tylko zrozumieć dlaczego każda z tych rzeczy nazwania wymaga, zmusza go do określania jej przydatności i funkcji – jak by były to rzeczy całkiem nowe, nieznane mu, a przecież zupełnie oczywiste. Było mu coraz zimniej. Odczuwanie chłodu było dla niego niezrozumiale przykre – nie mógł w żaden sposób określić powodu marznięcia, ale odczuwał to jednoznacznie jako niezasłużone w żaden sposób zło – po prostu nie chciał żeby było mu zimno i nie miał pojęcia dlaczego tak jest i w jaki sposób temu zapobiec. Zdrętwiała i nieruchoma szyja nie pozwalała rozejrzeć się wokół, ruchy gałek ocznych sprawiały ból, więc nieruchomo wpatrywał się w punkt – jakiś nieokreślony, nieoczywisty – gdzieś po drugiej stronie klombu.

          Ktoś szybkim krokiem przeszedł przed nim żwirowaną ścieżką wśród drzew. Bardzo szybkim krokiem, człowiek jakiś skurczony w sobie, opatulony grubą kurtką. To niespodziewanie wzbudziło w nim myśl o powodach marznięcia – prawdopodobnie było po prostu zimno, może taka pora roku… Właśnie… Pora roku – interesujące określenie… Znał to określenie. Nie mogąc wciąż poruszyć głową, spróbował ruszyć ręką. Dotknął materiału na piersi i zrobiło się jeszcze zimniej – niemal boleśnie zimno w miejscu, którego dotknął. Jakby przyłożył do siebie lodowaty kawałek metalu. Poczuł, że drży, ale zanim ociężała głowa zdołała przeprowadzić jakąś analizę tego faktu, zobaczył nad sobą pochylającą się czyjąś twarz.

          Długo wpatrywał się niezrozumiale w poruszające się usta, zanim powoli, jak przez watę dotarły do niego pierwsze dźwięki wydobywające się z tych warg. Początkowo były tylko niezrozumiałym ciągiem brzmień, niczym niekreślona gama dźwięków, pełna nieznanych mu akordów, płynności, szeptów i pytań. Dopiero po jakimś czasie – nie był w stanie sprecyzować odcinka czasowego, jakiegokolwiek odcinka czasowego – brzmienia zaczęły układać się w zrozumiałe słowa. Najpierw usłyszał „proszę pana”, potem coś w rodzaju „czy pan się źle czuje”, ale nie był pewien, czy otępiały i przemarznięty umysł nie płata mu figla. Niespodziewanie ostro zobaczył za to rudawe kosmyki włosów wydobywające się spod niebieskiego kaptura mówiącej do niego kobiety – właśnie, zauważył, że jest to kobieta i nie wiedział do końca czy to dobra wiadomość czy nie – jakoś niejasno odczuwał – właśnie odczuwał, a nie myślał – że ogromne znaczenie ma to, czy ta twarz należy do kobiety czy do mężczyzny.

           - Proszę pana – usłyszał już całkiem wyraźnie – czy coś się panu stało? Co pan tu robi nieubrany na taki ziąb?

          To było pytanie, którego się nie spodziewał. Niezrozumiale ucieszyło go, że zrozumiał o co jest pytany, ale natychmiast – niemal z bólem – pojął, że nie jest w stanie odpowiedzieć. Gorzej – nie jest w stanie wymyślić odpowiedzi, nie mówiąc już o jej wypowiedzeniu. Dramatycznie szukał w ciemnych czeluściach siebie jakiejkolwiek resztki wiedzy, czując jednocześnie, że powinien odpowiedzieć, że tej odpowiedzi się oczekuje, że się jej – z jakiegoś powodu – wymaga. Poczuł nagle bezgraniczną rozpacz. Rozpacz, która swoje źródło miała nie tylko w tym, że – jak sobie nagle niezwykle ostro uświadomił – nie wie niczego o otaczającym go świecie, ale także niczego nie wie o sobie – kim i w jakim celu jest, z jakiego powodu i kiedy znalazł się tu gdzie był i czy w ogóle istniej on i jakakolwiek jego przeszłość, bo podejrzewał istnienie jakiejś przeszłości, niemniej była to raczej wielka czarna dziura, o której wiedział tylko tyle, że istnieje.

          Kobieta odeszła kilka kroków od niego i wyjęła z kieszeni kurtki telefon. Jakimś optymizmem napawało go, że wie co to jest telefon i do czego służy. Przypatrywał się jej wzrokiem tyleż nierozumiejącym, co badawczym. Zarejestrował jasny błękit jej kurtki i czerwień rękawiczek, które zdjęła w czasie używania telefonu. Jednocześnie zauważył – ku swemu przerażeniu – że zaistniał w nim dziwaczny podział na człowieka, który obserwuje i na człowieka, który umiera – z rozpaczy, z bólu, z nieświadomości, z zimna… Dualizm ten okazał się być dla niego tyleż niezwykłym, co niepokojącym ponad miarę, gdyż powodował jeszcze większe cierpienia – również fizyczne. Przymknął oczy. Zapadła ciemność. Kompletna, czarna ciemność. Pod powiekami nie błysło nawet najmniejsze światło jakiejkolwiek informacji, jakiejkolwiek jasnej myśli. Nie pojawił się żaden kadr z przeszłości, jakiekolwiek wspomnienie, jakikolwiek promyk nadziei na – choćby – zrozumienie.

          Rozpacz popchnęła go w dół, fizycznie niemal czuł jak zapada się gdzieś w otchłań, w zapomnienie, w bezmiar ciemności, w czeluście przepastne jakiejś niewiadomej czerni. I w ciszę. Przestało być zimno, przestało boleć, przestał rozpaczliwie szukać wewnątrz siebie odpowiedzi na miliony pytań. Nie znając słowa „śmierć” poczuł umieranie, nie znając słowa „koniec” zrozumiał, że to już teraz. Zapadając się coraz głębiej czuł lekkość, niemal bezwagę, niemal nicość, niemal błogość. Zapomnienie. Wreszcie zapomnienie, które nie było strachem, wreszcie zapomnienie, które dawało nadzieję, wreszcie zapomnienie, które dawało jakieś iluzoryczne bezpieczeństwo, wreszcie zapomnienie, które odpowiadało na wszystkie pytania.

          Jakieś twarze pochylające się nad nim niespodziewanie wyrwały go z nicości i sprawiły, że do jego jaźni zaczęło docierać światło. Było przerażająco białe i oślepiające, niemal bolesne, niemal fizycznie kłujące gdzieś w centrum jestestwa. Świdrujące spojrzenia i poruszające się bezgłośnie wargi to było jednak to, co najmocniej zapadło w niego, choć nawet nie próbował się domyślać do kogo należą i czego od niego chcą. Niezachwianie pewnym było tylko ogarniające go odrętwienie i bolesność gdzieś w nim, w miejscu, którego nie uświadamiał sobie, ale narastająca przy każdej próbie wykrzyczenia prosto w te twarze całego jego przerażenia i błagania o litość? pomoc? ratunek? spokój? Wiedział tylko jedno – chciał natychmiast opuścić to miejsce – miejsce, którego nie ogarniał, nie rozumiał, nie podejrzewał, nie znał i znać nie chciał. Miejsce, które nie tylko go przytłaczało, ale wywoływało paniczny lęk przed tym, co w nim nastąpi, co czyha na niego z tyłu gdzieś, za tymi twarzami, które dręczyły go natarczywością i gwałtownym domaganiem się czegoś, czego nie pojmował. Z ulgą, której nie rozumiał, powitał ogarniającą go z wolna ciemność i – znowu – nieodgadnięte uczucie zapadania się w otchłań, która była niewiadomą. W tej otchłani czekało go nieznane, wiedział o tym nadspodziewanie dobrze, ale w tej otchłani też była jakaś błogość, której sobie nie uświadamiał, ale która była niemal fizycznym istnieniem, niemal namacalnym bytem.

           To, co przywróciło go do rzeczywistości – czymkolwiek by była – początkowo było czymś nienazwanym, co stanowiło jedynie uczucie spokoju i jakiegoś elementarnego bezpieczeństwa. Nie był to jakiś impuls, nie była to jakaś nagła, uderzająca okoliczność, żaden wstrząs, żaden gwałtowny komunikat. Raczej właśnie brak czegoś, czego początkowo nie uświadamiał sobie, a co – zdawać się mogło – błogo i łagodnie wydobyło go z ciemności i nicości. Dopiero po długiej chwili uświadomił sobie – jakkolwiek dziwnie brzmiałoby to słowo pod zamkniętymi powiekami – że po prostu było mu ciepło. Jedyną bowiem rzeczą jaką pamiętał w tej chwili jakiegoś irracjonalnego przebudzenia, był chłód, przeraźliwy i dojmujący do głębi chłód. Teraz natomiast tego zimna już nie było i stało się to dla niego pierwszym powiewem jakiegoś szczątkowego optymizmu. Jednocześnie jednak ostatnim, bo natychmiast wróciły obrazy niepojęcia, nierozumienia, nieznania i niewiedzy. Wiedział już, że wrócił do przytomności, choć wciąż miał zamknięte oczy i jakoś podświadomie bronił się przed ich otwarciem. Początkowo zatem wsłuchiwał się w ciszę, która go ogarniała – ciszę inną niż pamiętał – ciszę wypełnioną ciepłem właśnie i bardzo bardzo dalekimi, niemal niesłyszalnymi odgłosami, które – nie będąc dla niego znanymi i zrozumiałymi – jakoś nie powodowały bólu i przerażenia. Raczej były to odgłosy czegoś, co w swoim nierozumieniu nazwałby odgłosami… życia? istnienia? świata?

Ciąg dalszy nastąpi...

Zaproszenie do współpracy

Zapraszamy do współtworzenia naszej gazety przez bieszczadzkich poetów, pisarzy, fotografów, rzeźbiarzy, malarzy i innych artystów. Na naszej stronie możecie pochwalić się swoją twórczością oraz ją zapromować. Bardzo chętnie będziemy udostępniać łamy naszej gazety młodym, debiutującym artystom aby mogli zaprezentować się szerszej publiczności.
Serdecznie zapraszamy do współpracy. Zainteresowanych naszą ofertą prosimy o kontakt : tel- 883 018 180, e-mail- redakcja@zaslyszane-w-bieszczadach.pl
Zasłyszane w Bieszczadach - portal opinii
Wszelkie prawa zastrzeżone
Redaktor Naczelny - Ewa Sudoł
Liczba odwiedzin: 1209411
Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem