Obrońcy klimatu czy zmanipulowana młodzież? -Ewa Sudoł - 29-09-2019r.

          Od kilku dni opinia publiczna jest bombardowana informacjami na temat młodej Szwedki występującej na forum ONZ w obronie klimatu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ponieważ wielu młodych ludzi dostąpiło zaszczytu wypowiedzenia się przed wielkimi tego świata. Sytuacja z Gretą Thunberg jest jednak nadzwyczajna co najmniej z dwóch powodów, pierwszy z nich to histeria mediów, komentatorów i polityków jaka towarzyszy jej publicznym wystąpieniom oraz próba uczynienia z niej ikony młodego pokolenia walczącego o ochronę klimatu. Cel jaki postawiła sobie nastolatka ze Szwecji sam w sobie jest bardzo ważny i bez wątpienia powinien być przez nas dorosłych wspierany, gdyby jednak nie pojawiło się kilka wątpliwości.

          Największe zdziwienie wywołuje infantylizm zarówno tej młodej osóbki, co dla jej wieku jest normalne, ale zupełnie karykaturalnie wygląda on u ludzi z pierwszych stron gazet, którzy jakby nagle stracili zdolność pojmowania rzeczywistości. Pół biedy, gdyby Grecie w jej niedojrzałych postulatach sekundowali celebryci, aktorzy, artyści, ale gdy beszta ona jak dzieci premierów Kanady, Francji, Niemiec a oni ze spuszczoną głową jej przytakują to zaczyna to przypominać tragifarsę. Młoda, niedojrzała osóbka, bez życiowego doświadczenia i wiedzy rozstawia po kątach światowych przywódców. Jednym z nielicznych, który nie uległ tej manipulacji Donald Trump potraktował ją tak, jak powinno się traktować dzieci czyli z dowcipem i dystansem do jej teorii. Niestety reszta świata jak zaczarowana wsłuchuje się w „mądrości” głoszone przez Gretę.

          Niewiele liczących się osób na świecie ma odwagę publicznie ją skrytykować, aby nie narazić się na ostracyzm i złość wyznawców „ekoreligii”. Niestety w tej religii jest za dużo ukrytych interesów, olbrzymich pieniędzy i prymitywnej walki o władzę. Światowi guru obrońców klimatu, cynicznie manipulują zarówno młodą Szwedką jak i innymi młodymi ludźmi wtłaczając im do głowy tylko część prawdy, celowo pomijając skutki jakie wystąpią przy masowym wprowadzaniu na świecie dekarbonizacji. Wyobraźmy sobie co by się wydarzyło, gdyby nagle cały świat zrezygnował z węgla, ile elektrowni, zakładów pracy, fabryk czy instytucji stanęłoby, bo nagle nie mieliby energii elektrycznej. Czy obrońcy klimatu zadali sobie chociaż pytanie: ile ludzi straciłoby pracę, ile zmarnowałoby się żywności czy ile osób umarłoby z głodu.

          Ktoś powie, przesada przecież mamy do dyspozycji gaz, ropę naftową czy tzw. energię odnawialną. Oczywiście mamy, tylko że zasoby tych surowców nie starczą dla wszystkich i nie pokryją niedoborów wynikających z rezygnacji z węgla a koszt produkcji energii odnawialnej jest nadal bardzo wysoki i nie będzie na nią stać wielu ubogich krajów. Zostawmy jednak węgiel w spokoju, bo przecież tak naprawdę jego wpływ na zmianę klimatu jest o wiele mniejszy niż mu się przypisuje. Pożary w Afryce czy w Brazylii emitują do atmosfery prawie 20% CO2 wytwarzanego na ziemi przez człowieka. Dodajmy do tego dwutlenek węgla pochodzący z wybuchów wulkanów czy ten emitowany przez rośliny i oceany. Nie można też pominąć oddziaływania słońca na klimat, jego zmieniającej się aktywności w różnych okresach dziejów ziemi, która chyba miała największy wpływ na pustynnienie czy lodowacenie ziemi.

          Nie chcę się wgłębiać w naukowe dysputy na ten temat, bo są mądrzejsi ode mnie, ale w tym całym klimatycznym szaleństwie świat zapomniał o dużo groźniejszym zjawisku, jakim jest zanieczyszczenie naszej planety. Ludzkość prędzej wyginie w wyniku wszechobecnych śmieci, plastiku które w coraz większych ilościach przedostają się do żywności i w ślad za tym do naszych organizmów. Podejrzewam, że jeszcze w tej dekadzie skutki zanieczyszczenia środowiska przypłacimy nowymi, śmiertelnymi chorobami. I o zgrozo, wielu z tych ludzi może nie doczekać zmiany klimatu, o którym wszyscy trąbią na prawo i lewo, bo szybciej umrą na skutek zatrucia organizmu zanieczyszczeniami ze środowiska. Bogate kraje bezlitośnie wykorzystują te biedniejsze, wysyłając do nich miliardy ton swoich śmieci, nie próbując nawet za bardzo utylizować ich u siebie, bo drogo i nieopłacalne.

          W wyniku niskiej świadomości i coraz większego lenistwa ludzie przerzucili się na wysoko przetworzone, gotowe jedzenie nafaszerowane chemią wydłużającą jej terminy do spożycia. Siedzący tryb życia, otyłość i choroby cywilizacyjne szybciej i więcej zabiją ludzi niż najbardziej gwałtowne zjawiska klimatyczne nad którymi i tak człowiek nie ma żadnej kontroli. Dlatego najwyższa pora, aby ktoś powiedział tej egzaltowanej panience oraz tym wszystkim ekologom terroryzującym współczesne społeczeństwa, że rozwiązaniem naszych problemów jest nauka i to taka przez duże N.

          Zamiast urządzać dziecinne przedstawienia, kretyńskie blokady, przykuwać się łańcuchami do drzew, powinno to nawiedzone towarzystwo wrócić do szkół i uczyć się, uczyć i jeszcze raz uczyć. Zgłębiać chemię, biologię, fizykę czy matematykę i szukać rozwiązań jak i z czego produkować energię, aby nie zatruwać środowiska i siebie, w jaki sposób masowo produkować zdrową żywność, jak bezpiecznie utylizować odpady. Poprzez odkrycia naukowe powinni ci młodzi ludzie dążyć do naprawy świata a nie za pomocą idiotycznych happeningów pozorować walkę o klimat.

          Jak znam życie, są to prawdopodobnie moje pobożne życzenia, bo nauka wymaga wysiłku, dyscypliny i odporności na porażki a to już jest zbyt wiele dla współczesnej zblazowanej młodzieży. Dla nich o wiele bardziej atrakcyjne są strajki, bunty, błyszczenie w świetle reflektorów niż ciężka praca w zaciszach laboratoriów. Właśnie te cechy młodzieży wykorzystują ci, których nie widać w mediach, ale którzy bardzo umiejętnie manipulują zarówno młodymi ludźmi jak i opinią publiczną w imię swoich własnych, partykularnych interesów. Być może już niedługo dowiemy się, kto najwięcej zarobi na tzw. ochronie klimatu a kto będzie największym przegranym. Oby nie okazało się, że na końcu i tak przegramy wszyscy.

O Marszałku, lotach, Bieszczadach i władzy
Ewa Sudoł 12-08-2019r.

          Minęło kilkadziesiąt godzin od przyjęcia dymisji Marszałka Kuchcińskiego wymuszonego przez zdesperowaną opozycję. Przed podaniem się do dymisji opozycja wraz z przychylnymi jej mediami w brutalny sposób niszczyła metodycznie krok po kroku Marka Kuchcińskiego. Marszałkowi najpierw stawiano zarzuty, że zbyt często korzystał z samolotów rządowych, potem, że loty odbywał z rodziną, że w służbowym mieszkaniu mieszka z nim syn, a na koniec, że na pokład samolotu brał posłów, dziennikarzy czy ministrów. W ten oto sposób całą sprawę sprowadzono do absurdu, ale mało kto tym się przejmował, bo opozycyjni posłowie co kilka godzin urządzali konferencje prasowe, na których przez wszystkie przypadki odmieniano loty Marszałka. Media współpracujące z opozycją, bardzo chętnie grzały temat, nie przejmując się tym, że Marek Kuchciński za loty z rodziną zapłacił, a co nieco rozsądniejsi dziennikarze przypominali o takich samych sytuacjach za rządów PO/PSL.

          Polacy bardzo dobrze pamiętają liczne loty Donalda Tuska do swojego domu w weekendy czy na zagraniczne wakacje, a do legendy przeszły loty marszałka Borusewicza do domu, bo psa nie miał kto wyprowadzić. Wtedy dzisiejszym posłom opozycji absolutnie to nie przeszkadzało, bo przecież to oni wtedy mieli władzę, im było wolno więcej. Tak mniej więcej wybrzmiewa ich obecny przekaz w sprawie lotów Marszałka, któremu nawet zarzucono, że jadąc w Bieszczady skorzystał z samolotu rządowego. Zaprzyjaźnione z opozycją media wybrały się do Starostwa Powiatowego w Ustrzykach Dolnych, aby sprawdzić za czym to w Bieszczady przyjeżdżał Marek Kuchciński. Z tego przyjazdu także próbowano zrobić aferę o rzekomej ucieczce wicestarosty przed redaktorem z TVN 24, ale szybko się z niej wycofano.

           Kulminacją opozycyjnego i medialnego ataku na Marka Kuchcińskiego był wybór nowego Marszałka Sejmu, gdzie przedstawiciel Platformy Obywatelskiej Sławomir Nitras, zamiast przedstawić kandydatkę na Marszałka Sejmu atakował w niewybredny sposób rządzącą partię. Opozycja chciała urządzić show i to zrobiła, ale przy okazji pokazała swoje prawdziwe intencje. Oglądając „występy” posła Nitrasa ma się nieodparte wrażenie, że spuszczono psa ze smyczy a ten ma za zadanie pogryźć i pokąsać kogo się da z przeciwnej strony. Zobaczyliśmy skondensowaną nienawiść, wrogość i pogardę do rządu Prawa i Sprawiedliwości, któremu Nitras odmówił moralnych i merytorycznych kwalifikacji do rządzenia zapominając, że mandat taki PIS otrzymało od wyborców. Przykro słuchało się tego człowieka, wiedząc, że występował w imieniu partii, którą wyborcy pogonili od władzy po ośmiu latach rządzenia pełnych afer i zawłaszczania państwa dla swoich grup interesów.

          Sprawa lotów Marszałka oraz próba zniszczenia jego całego dorobku życiowego wydaje się być sposobem opozycji na zdobywanie poklasku u ludzi, którzy na co dzień nie zajmują się polityką. Świadczy o tym nagonka jaką rozpętali członkowie Koalicji Obywatelskiej w mediach społecznościowych po konferencji samorządowców bieszczadzkich, na której publicznie okazali oni wsparcie Markowi Kuchcińskiemu. Uaktywniła się bardzo w tej sprawie europosłanka Łukacijewska, która w filmiku wrzuconym na Facebooku bardzo ostro skrytykowała Marszałka, a samorządowcom zarzuciła wręcz tchórzostwo. Zapomniała ona nagle o wszystkich grzechach popełnionych w przeszłości przez jej partię i pierwsza rzuciła kamieniem tak jakby nigdy przedstawiciele Platformy i ona sama nie popełniali żadnych błędów. Kuriozalne pytanie posłanki rzucone w filmie co Marszałek zrobił dla Bieszczad, aż prosi się o strawestowanie w formie: a co przez dwie kadencje pobytu w Europarlamencie zrobiła dla Bieszczad poseł Łukacijewska?

          Opozycja nie ma pomysłu na sensowny program wyborczy, jest niewiarygodna w świetle swoich ośmioletnich rządów, które większość Polaków ocenia bardzo negatywnie. Nie potrafi przyciągnąć zainteresowania wyborców, ponieważ partia rządząca jest cały czas w ofensywie i co najmniej o kilka kroków przed nimi. Postanowili, wobec tego pijarowcy Koalicji Obywatelskiej atakować pojedyncze osoby w Prawie i Sprawiedliwości, bo tak jest dużo łatwiej niż walczyć z całą formacją. Świadczą o tym kolejne wrzutki dziennikarskie oraz zapytania poselskie dotyczące wynajmowanej willi Marszałka Karczewskiego. Epatowanie kolejnymi rzekomo nieprawidłowościami tam, gdzie przez lata robili to samo jest już tak naciągane i niewiarygodne dla społeczeństwa, że zaczyna ocierać się o śmieszność. I byłoby to śmieszne, gdyby nie to, że przy okazji niszczy się ludzi, którzy nie złamali prawa, niczego nie ukradli, ale z racji przywilejów przynależnych władzy stali się bardzo łatwym celem w bezpardonowej walce politycznej. Oczywiście każdy ma świadomość zbliżającej się kampanii wyborczej, ale gdzieś powinny być granice zwykłej ludzkiej przyzwoitości.

          Wracając do sprawy Marszałka zarzucano mu, że w Bieszczady samolotem latał na narty, a nie w sprawach publicznych. Trzeba naprawdę dużo złej woli, aby go o to posądzać. Każdy, kto chociaż trochę interesuje się polityką, mógł sam osobiście wiele razy zobaczyć Marszałka Kuchcińskiego na wielu spotkaniach, które bardzo często odbywały się na terenie naszego powiatu z jego udziałem. Marek Kuchciński był i jest wielkim orędownikiem Bieszczad, wielu samorządowcom pomagał i otwierał drzwi do różnych ministrów. Robił to zarówno wtedy, gdy PIS był w opozycji, jak i teraz gdy rządzi. Znamienne jest to, że tu w Bieszczadach jest naprawdę niewiele wyborców, którzy by mogli mu pomóc odnieść zwycięstwo w wyborach, więc zarzut o szukaniu poparcia jest zupełnie chybiony.

          Zamykając sprawę pobytów Marka Kuchcińskiego w Bieszczadach w świetle ostatnich decyzji o dymisji z funkcji marszałka sejmu, można tylko ubolewać, że tak się stało. Populistyczne zarzuty opozycji w sprawie lotów Marszałka z rodziną, posłami czy dziennikarzami spowodowały, że zamiast dbać o bezpieczeństwo Polski, będziemy je pod wpływem emocji obniżać. Wpadliśmy jako Polacy w pułapkę siermiężnego i byle jakiego państwa, zapominając, że z racji swojego geopolitycznego położenia, zaludnienia i wielkości stajemy się coraz poważniejszym graczem na arenie międzynarodowej. Rozwój gospodarczy spowodował, że stajemy się jako państwo coraz zamożniejsi i coraz więcej możemy wyegzekwować od swoich partnerów co siłą rzeczy nie musi się wszystkim podobać. Cały czas realne jest zagrożenie ze strony Rosji a udział Polski w akcjach militarnych w ramach struktur natowskich niesie dodatkowe niebezpieczeństwa ze strony islamskich ortodoksów.

         W świetle opisanych faktów nasze państwo powinno objąć ochroną cztery najważniejsze osoby w państwie wraz z rodzinami i dotyczyć to powinno każdego prezydenta, marszałków Sejmu i Senatu oraz premiera bez względu na to jaką opcję będą reprezentowali. Jaki chaos w państwie może wywołać śmierć jednej z wymienionych osób, mogliśmy się w praktyce przekonać po śmierci Lecha Kaczyńskiego. Dlatego aby nie dopuścić do destabilizacji państwa przez naszych wrogów, bezpieczeństwo wymienionych osób powinno stać się priorytetem. Nie można dać się zepchnąć opozycji do narożnika i działać pod jej presją tylko dla uspokojenia sytuacji i wygaszenia konfliktu.

          Błędem Prawa i Sprawiedliwości było przyjęcie dymisji Marka Kuchcińskiego, ponieważ nie zrobił nic co byłoby niezgodne z prawem. Przyjęcie narracji opozycji powoduje, że społeczeństwo będzie przekonane, że pewne przywileje, które wynikają z piastowanej funkcji w państwie są fanaberią i nadużywaniem władzy. Każdy średnio zorientowany Polak powinien zdawać sobie sprawę, że reprezentanci narodu wybrani w wyborach powszechnych mają mieć prawo do poruszania się najszybszymi i najbezpieczniejszymi środkami lokomocji, a do takich należy bez wątpienia należy samolot. Przyjmowanie na pokład samolotu najbliższej rodziny powinien być standardem ze względu na bezpieczeństwo tych osób. Brakiem rozwagi ostatnimi czasy wykazała się Kancelaria Prezydenta, gdy córkę pary prezydenckiej wysłano do USA samolotem rejsowym z obawy o ataki opozycji. W sytuacji, gdy wszystkim wiadomo było w jakim celu leci do Stanów Zjednoczonych Prezydent RP, tylko opatrzności należy podziękować, że nikomu nie przyszło do głowy wykorzystanie tej sytuacji w celu np. szantażu głowy państwa.

          Świat robi się coraz bardziej brutalny a ludzie bez żadnych skrupułów wykorzystują wszystkie okazje, które mogą przyczynić się do realizacji niekiedy bardzo nieczystych interesów. Dlatego nie można dać zwariować tylko ze względu na zbliżające się wybory i sypać się popiołem po głowie, że Marszałek Sejmu korzystał z samolotów rządowych. Następcy Marka Kuchcińskiego też będą korzystać z tej formy lokomocji, tak jak korzystali jego poprzednicy. Ogromnym nadużyciem i hipokryzją obecnej opozycji jest sprowadzenie dyskusji nad lotami jako bezzasadnych przywilejów władzy. Sprawę może trzeba doprecyzować, sformalizować odpowiednimi przepisami, ale absolutnie nie powinno się zabraniać korzystania z przemieszczania się na duże odległości za pomocą samolotu. Wybierając posłów i senatorów, wybieramy osoby, którym powierzamy losy naszego kraju, udzielając większości parlamentarnej tej czy innej partii godzimy się, że będą oni w naszym imieniu sprawować władzę.

          W związku z tym nie możemy udawać, że władza nie kosztuje, a ludzie, którzy w naszym imieniu ją sprawują, będą to robić za darmo. Odpowiedzialność z tytułu sprawowania funkcji Prezydenta, Marszałków czy Premiera jest ogromna i nie możemy wymagać, że za tę ciężką pracę będą otrzymywać groszowe wynagrodzenie. Opinia publiczna może być wyznacznikiem tego jak powinno funkcjonować państwo, ale pod warunkiem, że tworzą ją świadomi obywatele, a nie zmanipulowani przez opozycję i sprzyjające im media wkurzeni i nieracjonalnie myślący wyborcy. Źle uposażona władza, będzie słaba i podatna na korupcję, nie będzie także szanowana przez ludzi, którzy ją wybrali. Dlatego z szacunku do własnego głosu, który oddaliśmy w wyborach, powinniśmy dążyć i wymagać tego, aby władza, którą powierzyliśmy naszym wybrańcom była silna i prężna oraz adekwatnie wynagradzana i wyposażona w odpowiednie narzędzia.

KTO JEST SZÓSTĄ OFIARĄ POŻARU            13-01-2019
W ESCAPE ROOM-IE W KOSZLINIE?   

          Emocje związane ze śmiercią pięciu nastolatek w tzw. pokoju zagadek nadal są ogromne. Ludzie zastanawiają się jak do tego mogło dojść, że miejsce, które miało służyć rozrywce stało się śmiertelną pułapką. Media i prokuratorzy zarzuty już postawiły młodemu 28 -letniemu Miłoszowi S., wnukowi kobiety na którą była zarejestrowana działalność. Młody człowiek w traumie po śmierci dziewcząt nawet nie próbuje się bronić, godzi się na areszt i nie przyznaje się do winy. Prokuratura stawia mu zarzuty że w sposób umyślny doprowadził do tego, że stworzone zostało niebezpieczeństwo wybuchu pożaru w obiekcie, gdzie znajdował się escape room, i w taki sposób, nieumyślnie już z kolei, doprowadził do śmierci osób, które zginęły w pożarze, jaki w tym budynku wybuchł w dniu 4 stycznia 2019r.

          Sformułowane zarzuty, ustalony sprawca, wina młodego człowieka przesądzona i osądzona praktycznie bez procesu i mogłoby się wydawać, że sprawa załatwiona i zakończona. Dodatkowo państwowe urzędy i instytucje w reakcji na ten tragiczny wypadek wysyłają kontrole do wszystkich właścicieli tych tzw. z angielska escape room-ów. Kontrole oczywiście wykazują mnóstwo uchybień a niektóre z tych działalności ze względu na brak spełniania podstawowych standardów przeciw pożarowych zostają decyzją administracyjną zamknięte. Można powiedzieć, że wyeliminowano z przestrzeni publicznej miejsca, które stwarzały zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi z nich korzystających.

          Niestety nie jest to prawda, takie działania to tylko pudrowanie prawdziwych problemów, które przy zbiegu różnych nieszczęśliwych okoliczności wybuchną w innym miejscu ze zdwojoną siłą. Państwo polskie wprowadzając w życie liberalizację wielu przepisów ułatwiających prowadzenie działalności gospodarczej można powiedzieć wylało dziecko z kąpielą. Zlikwidowano wprawdzie mnóstwo różnych absurdalnych i głupich przepisów i chwała za to, uwolniono wiele działalności gospodarczych, które stawały się niekiedy wręcz zarezerwowane dla klanów rodzinnych ale w żaden sposób nie zadbano aby prowadzący działalność gospodarczą w poszczególnych zakresach spełniali chociażby minimalne kryteria do ich prowadzenia. Nie dotyczy to oczywiście działalności publicznej, w ochronie zdrowia, transportu publicznego czy banków, które z kolei są przeregulowane ale tych gdzie jest najwięcej samozatrudnionych czyli w handlu i usługach.

          Państwo ustami polityków usilnie namawia swoich obywateli a szczególnie młodych ludzi aby brali sprawy we własne ręce, żeby sami sobie tworzyli miejsca pracy, stwarzając szereg ułatwień łącznie z finansowymi na utworzenie własnej działalności gospodarczej. Prawdopodobnie jednym z nich który posłuchał polityków był Miłosz S. młody człowiek, którego działalność gospodarcza polegała na projektowaniu i prowadzeniu escape room-ów. Nie znam Miłosza S. nigdy go nie widziałam a wiedzę o nim mam tylko z przekazów medialnych ale mimo to jest mi go tak po ludzku żal. Nieporozumieniem jest, że tylko ten młody człowiek obwiniany jest o śmierć młodych, stojących u progu swego życia dziewcząt, że tylko na niego został włożony ogromny ciężar odpowiedzialności za to tragiczne zdarzenie.

          Należy mieć tylko nadzieję, że sądy badając sprawę nie obciążą jednoosobowo Miłosza S. za pożar w budynku, którego przecież ktoś był właścicielem, ktoś brał z tego tytułu pieniądze za dzierżawę. Otwarte pozostaje także pytanie, czy budynek był mieszkalny czy mieszkalno-usługowy, czy była dokonana zmiana przeznaczenia użytkowania budynku, czy odpowiednie instytucje (nadzór budowlany, wydział budownictwa starostwa) to zalegalizowały, jeżeli zalegalizowały takie przeznaczenie to dlaczego nie nałożyły na właściciela obowiązku dostosowania budynku do przepisów p.poż. Takich pytań można dziś stawiać wiele ale to już jest rola sądu aby one padły, natomiast zadaniem mediów jest szukanie prawdy i dochodzenie do niej nawet wbrew swoim czytelnikom czy widzom.

           Nie chcę być adwokatem tego młodego człowieka ale muszę z racji swojego doświadczenia zawodowego podzielić się kilkoma spostrzeżeniami, które niestety są druzgocące dla państwa polskiego jako organizacji. Osoby rozpoczynające działalność gospodarczą w Polsce bardzo często w ogóle nie zdają sobie sprawy z pułapek jakie państwo na nich zastawia. Uchwalono ogrom przepisów o istnieniu których taki początkujący przedsiębiorca dowiaduje się dopiero jak coś złego się wydarzy lub przyjdzie specjalistyczna kontrola. Przepisy te dodatkowo są bardzo rozproszone, długie, niezrozumiałe i trudne do interpretacji dla zwykłego człowieka.

          Na domiar złego osoby rozpoczynające działalność gospodarczą ze względu na brak funduszy inwestują tylko w narzędzia, urządzenia, infrastrukturę czy towary handlowe czyli w aktywa, które tworzą im miejsce pracy. Bagatelizują natomiast na starcie sprawy organizacyjne, administracyjne czy prawne wierząc w swoje szczęście, a początkowy zapał nie pozwala im dostrzec istotnych zagrożeń związanych z działalnością. Nieraz sprawy swoich rozliczeń finansowo-księgowych powierzają biuru rachunkowemu kierując się tylko ceną za usługę a nie jego jakością i ulegają złudzeniu, że to biuro załatwi za nich wszystkie sprawy urzędowe. Niestety jest to najczęstszy i najkosztowniejszy błąd osób prowadzących działalność gospodarczą. Osoby takie być może nawet nie przeczytają umowy jakie im ktoś daje do podpisania, prawdopodobnie nie wiedzą, że rola biura rachunkowego sprowadza się do zaksięgowania dokumentów, sporządzenia deklaracji podatkowych czy zrobienie list płac.

           Bardzo wielu początkujących przedsiębiorców nie zadało sobie trudu aby przeczytać chociaż ustawę o swobodzie działalności gospodarczej czy obowiązującej obecnie ustawy prawo przedsiębiorców. Nie zapoznali się z tymi ustawami nie dlatego, że nie chcieli ale dlatego, że o nich nawet pojęcia nie mieli. Dobrze, że coraz więcej osób zaczęło zwracać uwagę na przepisy dot. bhp co bardziej wynika ze wzmożonych kontroli Inspekcji Pracy niż z chęci ich poznania. Odłogiem natomiast leży wśród początkujących biznesmenów znajomość innych przepisów dotyczących chociażby ochrony środowiska, RODO, statystyki publicznej, przeciwpożarowych, epidemiologicznych i wielu, wielu innych.

          Można zadać pytanie czy wszyscy muszą znać te przepisy skoro nie każdego one będą dotyczyć? Tak, każda osoba podejmująca działalność gospodarczą musi sobie zdawać sprawę z tego, że w krytycznej sytuacji nikt jej nie usprawiedliwi z faktu nieznajomości przepisów. Trzeba jeszcze dodać, że nawet znajomość przepisów nie zawsze uchroni przed karą i to nieraz bardzo wysoką a przykładem jest właśnie sytuacja Miłosza S. Załóżmy, że znał on przynajmniej pobieżnie przepisy dot. prowadzonej działalności o czym np. świadczy obecność gaśnic przeciwpożarowych w pomieszczeniach escape room-u. Ze względu jednak na brak obowiązku zapisanego w przepisach prawnych dotyczącego uzgodnienia planu ewakuacji czy spełniania wszystkich norm przeciwpożarowych w pomieszczeniach gdzie prowadzona jest działalność Miłosz S. zaprojektował swój pokój zagadek tak jak umiał a nie tak jak powinien.

           Na pewno intencją Miłosza S. nie było umyślne doprowadzenie do tego, że stworzone zostało niebezpieczeństwo wybuchu pożaru w obiekcie, jak zarzuca mu prokuratura. Nikt przy zdrowych zmysłach nie stwarza celowo niebezpiecznych sytuacji dla zdrowia i życia innych osób. Natomiast całe rzesze ludzi przede wszystkim z braku wiedzy, czasem z nonszalancji lub bezmyślności swoim postępowaniem przyczyniają się do śmierci innych. Nie rzucajmy zatem oskarżeń na tego młodego człowieka, który całe swoje życie będzie musiał nieść ciężar winy za śmierć pięciu nastolatek. Takie nieszczęście może zdarzyć się wszędzie w Polsce, u fryzjera, w sklepie, w solarium, w siłowni czy innym miejscu. W ilu wymienionych miejscach nie są zachowane podstawowe zasady przeciwpożarowe, w ilu z nich są sporządzone plany ewakuacyjne? Gdyby spytać właściciela pierwszej z brzegu siłowni czy ma plan ewakuacji swoich klientów, to na 100 nie wiem czy kilku wiedziałoby o czym się mówi.

          Kto zatem ponosi winę za ten stan rzeczy? Przedsiębiorcy? Nie, winne jest państwo, które od lat dziewięćdziesiątych nie stworzyło odpowiednich procedur i norm, które muszą być spełnione przez określone grupy przedsiębiorców. Państwo, które uwierzyło, że wolny rynek załatwi za niego wszystko i że jest zwolnione z odpowiedzialności za swoich obywateli. Nadszedł już czas aby zweryfikować podejście do przedsiębiorczości. Nie można ludziom wmawiać, że każdy może prowadzić własny biznes bo to wierutne kłamstwo. Liczba bankrutujących firm i likwidowanych działalności co roku potwierdza tę tezę. Klimat dla przedsiębiorczości owszem należy tworzyć ale poprzez stworzenie przyjaznego i prostego prawa podatkowego oraz określenie jasnych reguł prowadzenia działalności. W dobie informatyzacji dodanie jeszcze jednej zakładki w centralnej ewidencji i informacji o działalności gospodarczej z warunkami jakie należy spełnić aby prowadzić określoną działalność nie jest niczym nadzwyczajnym. Wtedy każdy kto planuje założyć działalność gospodarczą będzie miał wskazane warunki brzegowe jakie musi spełnić aby prowadzić swój biznes, jakie kryteria on sam musi spełniać oraz z jakie przepisy dotyczą jego działalności.

          Obecnie mamy taką sytuację, że nawet wytrawni prawnicy mają kłopot z ogarnięciem wszystkich przepisów, które dotyczą przedsiębiorczości. Przeregulowane są pewne strefy działalności a szczególnie te związane ze sprawozdawczością i podatkami natomiast białą plamą są uregulowania dotyczące naszego szeroko pojętego bezpieczeństwa (żywnościowego, epidemiologicznego, przeciwpożarowego i innych) w wielu segmentach gospodarki narodowej. Brak odpowiednich przepisów w tej materii cały czas będzie stwarzał ryzyko powtórzenia się sytuacji z Koszalina tylko w zupełnie innym miejscu. Najwyższy czas aby państwo zaczęło dokonywać zmian w trosce o zdrowie i życie Polaków.
Ewa Sudoł

Czy kobiety przegrywają rywalizacje z mężczyznami w literaturze, sztuce, polityce? 11-02-2019r.

            Takie pytania zadawane są co najmniej od wieku, jeżeli chodzi o aktywność kobiet w różnych dziedzinach. Odpowiedzi, te najbardziej oczywiste, że jesteśmy matkami, żonami, że natura nie wyposażyła nas w gen walki, ten z którym rodzi się prawie każdy mężczyzna to tylko część prawdy. Jak zaczynamy roztrząsać problem dokładniej to zaczynamy dostrzegać mnóstwo niuansów, które nie zawsze widoczne są od razu. Zacznijmy od tego jak wychowujemy dziś nasze córki, wnuczki, a jak wychowywano nas pokolenie czterdziestolatek czy pięćdziesięciolatek. Moje koleżanki i rówieśniczki miałyśmy ten przywilej, że nasze dzieciństwo i młodość przypadła na czasy Solidarności, stanu wojennego a następnie czasów okrągłego stołu i ogromnych przemian społeczno-gospodarczych. Czasy te siłą rzeczy w pewien sposób nas zahartowały, nauczyły odwagi, ale też nie pozbawiły nas pewnej ostrożności, bo miałyśmy jeszcze w pamięci wydarzenia z naszego dzieciństwa czy młodości.

          Co z tego wynikało dla kobiet mojego pokolenia, na pewno to, że uwierzyłyśmy we własną siłę, we własne umiejętności, była w nas ta ogromna nadzieja, że idzie lepsze, że czasy początku lat dziewięćdziesiątych przeszły do historii. Byłyśmy świadkami wielkich bankructw, ale także błyskawicznych awansów społecznych. Ogromna bieda i bezrobocia na terenach po byłych PGR czy bankructwie wielkich przedsiębiorstw pchała nas młode dziewczęta do dużych miast, na studia czy do pracy. Nie obyło się oczywiście bez rozczarowań czy dramatów życiowych, ale te z nas, które to przetrwały, pokończyły studia, powychodziły za mąż, urodziły dzieci godząc ich wychowanie z pracą zawodową.

          Sporo kobiet wbrew obiegowym opiniom zrobiło też wielkie kariery czy to w swoich firmach czy w polityce. Przecież to Polska miała w ostatnich latach aż trzy kobiety na najwyższych stanowiskach państwowych, począwszy od Hanny Suchockiej, przez Ewę Kopacz, kończąc na Beacie Szydło. Klimat dla kobiet w Polsce mamy dobry, mężczyźni nie bronią już z taką zaciekłością swoich terytoriów do niedawna zarezerwowanych tylko dla nich. Powiem więcej nie raz byłam świadkiem, kiedy kobiety wręcz namawiano do objęcia wysokich a nieraz i najwyższych stanowisk. Jedne panie przyjmowały takie propozycje inne odrzucały, te które podejmowały się takich wyzwań prawie zawsze odnosiły sukces. Mam wrażenie, że gdyby im takich propozycji nie złożono to same by sięgnęły po to co im się należało z racji swoich zdolności, doświadczenia i ciężkiej pracy.

          Wróćmy jednak do tych kobiet, które niekoniecznie chciały robić kariery, nie chciały wydzielać swojego czasu między dzieci, rodzinę i pracę. Czas spędzony z dziećmi, rodziną był dla nich po stokroć ważniejszy od największych awansów czy zaszczytów. Lata jednak mijały szybko, dzieci rosły, usamodzielniały się i wyfruwały z rodzinnego gniazda. W tym okresie wiele kobiet zaczynało w swoim życiu odczuwać pustkę a nieraz wręcz poczucie odrzucenia. Praca przestała przynosić satysfakcję, a zajęcia, którymi do tej pory skutecznie wypełniały czas pokończyły się. Dla wielu kobiet ten okres ich życia stawał się przełomem, można powiedzieć paradoksalnie, że weszły w najlepszy etap swojego życia, który mogły poświęcić sobie, rozwijaniu swoich pasji, realizacji marzeń, bo w końcu miały czas, towar dotychczas strasznie deficytowy.

          Część mam, które wypuściły swoje latorośle z domu dopiero teraz zaczęły żyć pełnią życia, odrabiały zaległości w czytaniu, odbywały podróże, wycieczki, na które do tej pory nie było czasu a nieraz i pieniędzy czy znowu zaczęły bywać na premierach filmowych i teatralnych. Z pasją zaczęły realizować w końcu swoje a nie cudze marzenia. Niektóre z nich także zajęły się pisaniem, ale pisaniem o sprawach, które dla nich są ważne.

          Zaczęło powstawać mnóstwo blogów, gdzie kobiety coraz mocniej stają się słyszalne. Wypowiadają się w różnych sprawach, ale zawsze są to opinie o tym czym naprawdę się interesują, które są dla nich ważne. Faktem jest, że mało jest takich blogów, gdzie kobiety piszą o polityce czy sprawach społecznych. Być może wynika to z tego, że trudno pisać o czymś, czym nie zajmujemy się na co dzień, co tak naprawdę jest nieco abstrakcyjne w porównaniu z tymi przyziemnymi sprawami, o które musimy się troszczyć i dbać. Poza tym te kobiety, które mogłyby naprawdę bardzo wiele ciekawych zjawisk i zdarzeń politycznych opisać zazwyczaj nadal są czynnymi politykami a polityka to nieustanna walka o władzę, o utrzymanie zdobytego status quo i nie pozostaje czasu na pisanie. Przejście tych pań na polityczną emeryturę może zbiec się w czasie z publikacją ich pamiętników czy wspomnień, bo kobiety lubią pisać, zatrzymywać ulotne chwile na czystych kartkach zeszytu.

           Ciekawym zjawiskiem, które zaobserwowałam surfując po internecie jest duża liczba kobiecych grup na portalach społecznościowych, gdzie dzielą się swoim doświadczeniami w różnych dziedzinach opisując swoje przemyślenia bardzo poprawną a nieraz powiedziałbym piękną polszczyzną. Można zadać sobie pytanie, dlaczego kobiety pomimo tego, że znajdują czas na pisanie na blogach czy portalach społecznościowych nie podejmują się pisania w prasie czy innych pismach branżowych, przecież mają one naprawdę dużo do powiedzenia ważnych i mądrych spostrzeżeń czy opinii. Z racji swego wieku mają już na tyle duży bagaż doświadczeń życiowych i zawodowych, że potrafią stawiać trafne diagnozy zarówno te, które dotyczą spraw codziennych jak i społecznych, kulturalnych czy tych całkiem niszowych jak np. astronomia czy fantastyka.

          Odpowiedzią może być nasza kobieca konstrukcja psychologiczna, większość z nas zanim coś zrobi, napisze długo się zastanawia czy to co zrobimy przypadkiem kogoś nie skrzywdzi, nie obrazi, nie narazi na nieprzyjemności. Nasza potrzeba chronienia rodziny w jakiś sposób jest przenoszona na innych, mamy dużo więcej empatii i wrażliwości na drugiego człowieka niż mężczyźni. Poza tym mamy inaczej zbudowaną hierarchię wartości niż nasi mężowie, bracia czy synowie, my walczymy dopiero wtedy, gdy ktoś próbuje krzywdzić naszą rodzinę (wtedy nie przebieramy w środkach) natomiast panowie walczą cały czas. Dla nich walka o pieniądze, stanowiska, władzę jest czymś naturalnym, bo tak zostali wychowani i do tej walki cały czas byli przygotowywani. Nam kobietom przypisano inną rolę i to pomimo tego jak bardzo sfeminizował się nam obecne świat, który kobietę wysłał nawet do kopalni. Macierzyństwo jest tym co nas odróżnia od mężczyzn i ono też powoduje, że nasz punkt widzenia jest inny niż ich.

          Dobro naszej rodziny, naszych najbliższych zawsze będzie ważniejsze od naszego osobistego dobra. Oczywiście uogólniam trochę, bo są również kobiety wojowniczki, nieco egoistyczne, bez pardonu niszczące swoich przeciwników, osiągające wielkie sukcesy, ale te wyjątki tylko potwierdzają regułę opisaną powyżej. Jeszcze o jednej ważnej rzeczy należy wspomnieć pisząc o kobietach z mojego pokolenia, one są bardzo silne, zahartowane w codziennym trudzie a jednocześnie mają poczucie własnej wartości, której nie mają potrzeby udowadniać w każdym momencie. Ta cecha powoduje, że kobiety są w większym stopniu wolne niż mężczyźni, one nie muszą rywalizować na każdym polu, nie muszą wszystkim udowadniać, że są najlepsze, bo one wiedzą, że dla swego dziecka zawsze będą najlepszą mamą, najlepszym przyjacielem. To jest ten ogromny kapitał, który nam kobietom daje poczucia spełnienia a wszystko co robimy więcej, nasze sukcesy na innych polach tylko uzupełniają nasze życie, nadając mu takiego dodatkowego smaku.

          Cały czas podkreślam, że piszę o paniach, będących moimi rówieśniczkami natomiast zupełnie inaczej wygląda sytuacja dziewcząt będących w wieku moich córek lub nieco starszych. Zacznijmy od tego jak wychowywałyśmy nasze dzieci w czasach, gdy kaftaniki, śpioszki czy wyprawki dla niemowlaka kupowało się na książeczkę ciążową a zakup pieluch należał do osiągnięć porównywalnych ze zdobyciem Mount Everestu. Większość z nas za wszelką cenę próbowało naszym dzieciom dać wszystko to czego my same nie miałyśmy. Inwestowałyśmy w rozwój naszych dzieci, wysyłając na dodatkowe zajęcia, lekcje czy korepetycje pragnąc, aby miały lepiej i łatwiej niż my. Uważałyśmy, że zdobycie dobrego wykształcenia to klucz do lepszego i łatwiejszego życia.

          Na okrągło wmawiałyśmy naszym dzieciom, że muszą walczyć o dobrą pracę, że muszą być asertywni, budowałyśmy ich poczucie własnej wartości. Chciałyśmy dobrze a wyszło jak zawsze, czyli niekoniecznie to czego oczekiwałyśmy. Wychowałyśmy pokolenie, które dostosowując się do światowego trendu bardzo szybko włączyło się w „wyścig szczurów”, które nie oglądając się za siebie ani na boki zaczęło pędzić na upatrzone pozycje. Silniejsi sobie poradzili, ale ci słabsi z tej walki wychodzą poranieni i przegrani. Szersza analiza o tym zjawisku to temat na odrębny artykuł niemniej, aby móc uczciwie napisać jak nasze córki czy wnuczki odnajdują się w dzisiejszym świecie bez wątpienia należało o tym wspomnieć.

           Najbardziej znamiennym znakiem rozpoznawczym obecnego pokolenia dziewcząt i kobiet wchodzących na rynek pracy to spadek liczby urodzin. Młode kobiety postawiły na własny rozwój, robienie kariery, zarabianie pieniędzy i uniezależnienie od mężczyzn. Coraz powszechniejsze staje się życie w pojedynkę, ponieważ praca od świtu do nocy nie daje zbyt wielu możliwości na budowanie więzi rodzinnych i prędzej czy później kończy się rozstaniem. Dzisiejsze młode kobiety zarówno w biznesie, nauce czy sztuce nie przebierają w środkach w walce o należne im stanowiska, apanaże czy zaszczyty. One nie ustępują pola mężczyznom już właściwie w żadnej dziedzinie, są często brutalniejsze od nich i bardziej pomysłowe. Potrafią ciężko i z determinacją pracować, aby osiągnąć wymarzony cel, są przy tym bardzo pragmatyczne, skupiają się na sprawach istotnych, dających im wymierne korzyści.

          Dlatego te młode kobiety będące w trakcie robienia kariery zawodowej nie interesują się sprawami, które jej nie dotyczą, ponieważ by je rozpraszały. W pogoni za doskonałością oraz ciągłą walką zagubiły się trochę w swoim życiu, nie potrafią jeszcze, aby się zatrzymać, skorygować swoje plany życiowe, ponieważ takiego dystansu do siebie nabiera się z wiekiem, wraz z nabytym doświadczeniem. Często dopada je syndrom wypalenia zawodowego, ponieważ kariera, awanse przyszły zbyt szybko a to już tylko krok do choroby cywilizacyjnej jaką stała się depresja. Analizując sposób życia współczesnych młodych kobiet jeszcze jedna rzecz staje się bardzo widoczna, one nie angażują się w sprawy, które nie dają im wymiernych korzyści finansowych.

          Literatura czy sztuka są takimi dziedzinami, gdzie bardzo trudno się przebić, nie zawsze wystarcza sam talent i ciężka praca a dziennikarstwo jako zawód może i jest atrakcyjny, ale w oczach kobiet bardzo niestabilny. To jest prawdopodobnie główny powód, że młode kobiety nie garną się do tych specjalności, nie chcą tracić czasu na coś co tylko w wyjątkowych przypadkach może skończyć się sukcesem. Niektóre młode dziewczyny, które zdecydowały się na macierzyństwo korzystają jednak z dobrodziejstwa jakie niesie pisanie i internet. Głównie skupiają się na prowadzeniu różnego rodzaju blogów dotyczących mody, kosmetyków, wychowania dzieci, prowadzenia domu itp., gdzie piszą o sprawach, które je interesują, na których się znają a dodatkowo zarabiają na reklamach.

          Na pewno nie jest to szczyt ich możliwości intelektualnych, ale takie prowadzenie bloga daję satysfakcję i radość, że są czytane, mają wpływ na kształtowanie opinii. Z wiekiem zainteresowania tych młodych dziewcząt na pewno ulegną zmianie i jak raz chwyciły bakcyla dzielenia się z innymi swoimi przemyśleniami na pewno będzie to trwałe. Być może już wśród nich jest przyszła Maria Dąbrowska bądź Zofia Nałkowska, ale ani my, ani one jeszcze tego nie wiedzą.
Ewa Sudoł

Politycy,zostawcie nam naszą religię!
20-05-2019r

           Gdzieś w Bieszczadach jest niewielki kościółek, który 17 dnia każdego miesiąca zapełnia się tłumem łudzi, zjeżdżających się z różnych stron Podkarpacia do Polańczyka na nabożeństwa o uwolnienie i uzdrowienie. Msze te zazwyczaj trwają po kilka godzin, ale większość w skupieniu i nabożnie klęczy przed ołtarzem i razem z księżmi i siostrami zakonnymi gorliwie modli się o cud uzdrowienia z nieuleczalnych chorób, o pomoc w trudnych sprawach, o wskazówki na życiowych zakrętach. Osoby, które tam przychodzą się modlić są biedni i bogaci, profesorowie i rolnicy, ludzie na wysokich stanowiskach i zwykli, przeciętni Polacy jakich wiele w kraju. Łączy ich jedno, wiara w Boga, w jego moc i miłość do Kościoła, czyli miejsca, gdzie On jest stale obecny. Przebywając w takim miejscu człowiek nabiera nadziei, wzmacnia się i z ogromnym optymizmem i siłą do walki z przeciwnościami losu wraca do domu.

           W mediach, prasie czy internecie króluje jednak inna Polska, kraj, którym zawładnęli politycy, dziennikarze, celebryci, ludzie, którzy uważają się za elity i którzy swoje poglądy chcą narzucić pozostałym pod płaszczykiem tolerancji i rzekomej miłości do całego świata. Ta cała celebrycko-polityczna i pseudointelektualna grupa ludzi w imię zrealizowania swojego najważniejszego celu, czyli odzyskanie władzy nie przebiera w środkach i łamie po drodze wszelkie zasady i normy. Ostatnio postanowili zniszczyć Kościół Katolicki, ponieważ jest to jedyna instytucja w kraju, która może wpływać na zachowania ogromnej rzeszy społeczeństwa poprzez swoje nauczanie. Nauka Kościoła nie jest łatwa, ponieważ stawia przed ludźmi zadania, zmusza do przestrzegania fundamentalnych wartości i zasad, nakazuje miłość do drugiego człowieka, ale to jest jednocześnie jej największa siła. Siła, której autentycznie boją się zarówno politycy jak i dzisiejsze elity, które wiele by poświęciły, aby mogły tak oddziaływać na ludzi jak kościół katolicki.

            W Polsce Kościół od wielu wieków zawsze cieszył się wielkim szacunkiem rodaków a ludzie kościoła tacy jak kardynałowie Adam Sapieha, Stefan Wyszyński czy Karol Wojtyła bezpośrednio wpływali na losy naszego kraju. Ich słowa, ich nauczanie miały moc, o której żaden ze współczesnych im ludzi nawet pomarzyć nie mogli. Dlatego trudno się dziwić, że w dobie powszechnej laicyzacji Europejczyków i świata, rozpierającego się mocno łokciami islamu, kościół katolicki pozostał jedynym miejscem, w którym zwykły człowiek odzyskuje spokój, uczy się odróżniać dobro od zła, uczy się szacunku i miłości dla innych. Nauka kościoła stała się nagle zagrożeniem dla współczesnych polityków, ponieważ narzuca ona hamulce moralne, nie pozwala na krzywdzenie drugiego człowieka, zmusza do wierności, uczciwości, prawdy i szukaniu sensu swego istnienia w czynieniu dobra.

           Ludzie zawsze szukali, szukają i będą szukać celu swojego życia, zasad i wartości, które mają im w życiu przyświecać a pozbawienie ich dostępu do kościoła poprzez próbę jego zohydzenia i zniszczenia jest cyniczną, odrażającą grą małostkowych polityków żądnych władzy, pieniędzy i prestiżu. Oczywiście nie można zapomnieć o tych ludziach, którzy szkodzili kościołowi i postępowali wbrew jego naukom, czego dowodem są sprawy o pedofilię wśród księży, ale to nie usprawiedliwia tego perfidnego ataku na kościół jako instytucję. Czym bowiem różni się pedofil ksiądz od pedofila nauczyciela, jeden i drugi z racji swej funkcji ma ogromny wpływ na nasze dzieci, jeden i drugi, aby skrzywdzić dziecko wykorzystuje zależność jaka powstaje pomiędzy nimi. Dziś jednak nie słyszę, aby powoływano jakieś komisje do szkół w sprawie pedofili, głośno natomiast słychać chór głosów potępiający kościół za grzechy swoich pasterzy i usiłujący w jakiś wybiórczy sposób spowodować ich sądzenie i ukaranie.

          Dziwnym zbiegiem okoliczności, powstają w naszym kraju ostatnio filmy, które za wszelką cenę postanowiły zniszczyć autorytet kościoła, ośmieszyć go. Reżyserzy z garstki grzesznych kapłanów postanowili zrobić twarz złego, odpychającego kościoła w ogóle nie zauważając dobra, które w ciszy i pokorze na co dzień sieją ci prawdziwi, oddani swojej wierze kapłani, zakonnicy i siostry zakonne. Ciśnie się pytanie do twórców Kleru czy Tylko Nie Mów Nikomu, gdzie podziała się wasza rzetelność, wasza wrażliwość i taka zwykła przyzwoitość, że zobaczyliście a może chcieliście zobaczyć tylko jedną stronę medalu. Kościół jako instytucja na pewno oczyści swoje szeregi z osób, które kapłanami nigdy nie powinny zostać a państwo ich sprawiedliwie osądzi i ukaże. Kościół będzie nadal trwał, jak trwa przez wieki, bo stoi na fundamencie ze skały jaką jest wiara ludzi w Boga. Pozostanie jednak żal, że instytucja ta nie potrafiła ustrzec się przed pokusami ziemskiego życia a przeciwnicy kościoła z lubością to wykorzystali.

          Ataki na kościół katolicki bardzo często w świecie były inspirowane przez polityków w celu uzyskania doraźnych korzyści. Sytuacja w Polsce wygląda podobnie, w dodatku zbiegła się z kilkoma kampaniami wyborczymi, gdzie kościół stał się idealnym chłopcem do bicia wykorzystywanym przez wszystkie partie. Mamy teraz okres piętnowania kościoła za pedofilię, za epatowanie bogactwem i brak skromności, za zajmowanie się polityką, za obronę życia ludzkiego, za sprzeciw dla eutanazji i aborcji, za brak tolerancji, za zaściankowość i za pogłębianie wiary w Boga. Przetoczyłam tylko kilka z wielu „błędów i wypaczeń” o które politycy oskarżają kościół. Część z nich oczywiście jest prawdziwa i bezwzględnie wymaga zmiany, ale dotyczy to niewielkiej grupy księży, która niestety rzuca cień na całą instytucję. Pozostaje jednak spora liczba zarzutów, którą politycy kierują w kierunku kościoła zupełnie bezpodstawnie i bezprawnie.

          Nie rozumiem jakim prawem ci „światli i wszechwiedzący” znawcy religii i kościoła, w którym nigdy nie byli albo przychodzą tam tylko na chrzciny, śluby czy pogrzeby zabierają głos w imieniu nas wierzących, praktykujących i stosujący się do nauk Chrystusa? Kto ich upoważnił do dyktowania księżom w jaki sposób mają głosić słowo Boże, czego ludzi mogą nauczać a czego nie, co jest etyczne a co nie? Jakim prawem politycy mogą zabraniać kościołowi uczestnictwa w polityce, która jak sama nazwa wskazuje powinna być służbą dla dobra wspólnego? W krytyce kościoła prym wiodą dziś partie, które do niedawna przyznawały się do swoich chrześcijańskich korzeni, korzystały z pomocy kościoła i chyba tylko dla słupków sondażowych czynnie uczestniczyły w nabożeństwach kościelnych, którymi w mediach skwapliwie się chwaliły. Dziś, gdy kościół ma kłopoty, kiedy kościół otwarcie opowiada się przeciw niektórym propozycjom tych partii, bardzo łatwo zrobili z kościoła swego wroga i tę wrogość próbują narzucić nam katolikom.

            Co w takiej sytuacji może zrobić przeciętny Polak – katolik, który codzienne z radia, prasy czy telewizji bombardowany jest atakami na kościół? W jaki sposób ma się obronić przed wszechobecnym hejtem i nienawiścią kierowaną na ludzi kościoła a tym samym na nich samych? Jak uchronić siebie i swoją rodzinę od obraźliwych i drwiących komentarzy rzekomo tolerancyjnych ludzi, wyśmiewających kościół i naszą wiarę? Jak bronić wartości i zasad, które są tak bardzo niepopularne, bo wymagają wysiłku i pracy nad sobą? Nie ma cudownej recepty, która pozwoli odnaleźć odpowiedzi na zadane pytania, ale pewne jest jedno - powinniśmy mieć wiarę w dobro i w ludzi.

           Powinniśmy mieć nadzieję, że któregoś dnia ci wierzący i praktykujący spotkają się gdzieś w Bieszczadach w kościele w Polańczyku na modlitwach z tymi którzy się pogubili, którzy Boga nie znali, którzy walczyli z kościołem a którzy w chwilach ciężkich czy złych wrócili do Boga. To jak bardzo jest to możliwe pokazuje nam samo życie, gdy najwięksi możni tego świata w chwili śmierci czy choroby nie mając znikąd nadziei wracali do Boga, spowiadali się i prosili o przebaczenie. To przebaczenie za grzechy, za wszystkie złe uczynki, ta możliwość powrotu do bycia dobrym jest chyba największym skarbem religii katolickiej. Dlatego nie wypierajmy się naszej wiary, naszej chrześcijańskiej religii, bądźmy z niej dumni i czerpmy z niej nadzieję i otuchę a politykom zabrońmy ją wykorzystywać.
Ewa Sudoł

Studia wyższe tylko dla wybranych?

            Moim zdaniem tak właśnie powinno być, studiować powinni tylko najlepsi studenci w porządnych uczelniach, gdzie wykładają najznakomitsi profesorowie. Zamiast tego mnożą się nam uniwersytety, szkoły wyższe wyrastają jak grzyby po deszczu a kadra naukowa, aby podreperować swoje zarobki pracuje na kilku uczelniach. Władze tych instytucji oczywiście się na to godzą, bo działają wg zasady jak ty mi dziś odmówisz to jutro ja zrobię tobie to samo. Dlatego nikt się nie wyłamuje i dzięki temu każda akademia, politechnika czy uniwersytet ma prawem wymaganą liczbę pracowników naukowych a bylejakość i dziadostwo kwitnie. Obniżanie jakości nauczania dotyczy nie tylko mniejszych szkół wyższych, ale także najlepszych uczelni w kraju.

           Narzekają na szkolnictwo wyższe już wszyscy: studenci, wykładowcy, politycy oraz pracodawcy. Ambitni i mądrzy studenci nie chcą tracić czasu na zajęcia prowadzone przez wykładowców, których wiedza zatrzymała się na latach siedemdziesiątych XX wieku, nie chcą mieć zajęć z jednego przedmiotu przez dziesięć godzin, bo profesor może tylko raz w miesiącu przylecieć do kraju. Pracownicy naukowi i dydaktyczni zamiast pogłębiać swoją wiedzę, prowadzić interesujące badania naukowe, zachęcać studentów do dalszego rozwoju skupieni są na wewnątrz uczelnianych gierkach i wojenkach o władze, stanowiska, stopnie naukowe i oczywiście pieniądze. Ci mądrzejsi po kilku latach „siłaczkowania”, gdzie uczciwość i ciężka praca zamiast oczekiwanych efektów przynosi tylko kpiny i szyderstwa ze strony otoczenia, ucieka za granicę gdzie robi kariery naukowe.

          Na samym końcu sfrustrowanych polskim szkolnictwem wyższym mamy pracodawców, którzy zamiast wykształconego i dobrze przygotowanego pracownika otrzymują najczęściej młodego roszczeniowego, powierzchownie wykształconego człowieka, bez żadnej praktyki. Chlubnym wyjątkiem są niektóre politechniki, gdzie studenci w kołach naukowych tworzą prawdziwe cuda i po nich kolejka ustawia się już po trzecim roku studiów. Zatem jak powinno wyglądać kształcenie w Polsce, aby student uczył się tego co chce i co go interesuje, nauczyciel akademicki miał satysfakcje i pieniądze a firmy dobrze przygotowanych pracowników?

          Po pierwsze musimy skończyć z mitem wyższego wykształcenia dostępnego dla wszystkich, bo jest to za drogie, nieefektywne i w niektórych dziedzinach pozbawione sensu. Od razu słyszę ten chór głosów odsądzających mnie od czci i wiary. Zanim mnie jednak co niektórzy zlinczują niech się chociaż na chwilę pochylą nad moimi argumentami. Weźmy przykład uczelni kształcącej leśników, które co roku wypuszczają na rynek pracy około 1200 absolwentów a pracę w swoim zawodzie znajduje około 500 osób. Studia leśne nie należą do łatwych i przyjemnych. Studenci, którzy je wybrali muszą naprawdę ciężko pracować, aby je ukończyć. Pomijam sprawę jak one przygotowują przyszłych leśników do późniejszej pracy, ale zwracam uwagę jaki ogromny potencjał ludzki się marnuje. Ponad 57% absolwentów nigdy nie znajdzie pracy w swoim zawodzie, bo zapotrzebowanie jest dużo niższe niż ilość chętnych.

          Następne pytanie jakie się rodzi dotyczy tego czy na wszystkie stanowiska w Lasach Państwowych czy Parkach Narodowych potrzebni są pracownicy z wyższym wykształceniem. W tej kwestii także będę miała odmienne zdanie niż większość. W chwili obecnej na stanowiskach leśniczych czy podleśniczych pracują już w większości osoby z tytułem inżyniera magistra leśnictwa. W biurach na stanowiskach urzędniczych także większość posiada wyższe wykształcenie. Patrząc na przekrój obowiązków i prac jakie wykonują co najmniej połowa zatrudnionych nie musi posiadać wyższego wykształcenia.
           Wniosek nasuwa się sam, marnujemy pieniądze, czas, infrastrukturę na kształcenie kadr, której umiejętności wykorzystywane są tylko w niewielkim procencie. Szacuję na podstawie swoich obserwacji (pracowałam siedem lat w nadleśnictwie), że tak naprawdę w Polsce rocznie powinno się wypuszczać na rynek pracy około 300 absolwentów studiów leśnych. Widzimy, że około 900 osób niepotrzebnie kształcimy w tym kierunku. Pracownicy tzw. średniego szczebla w tym podleśniczowie powinni kończyć swoją edukację na porządnych technikach leśnych zakończonych ewentualnie dwuletnimi szkołami pomaturalnymi, gdzie większość godzin dydaktycznych stanowiłyby praktyki.

            Na przeciwnym biegunie niż leśnictwo znajdują się absolwenci studiów medycznych, których mamy co najmniej o 30 tys. za mało. Rocznie mury uczelni medycznych opuszcza około 4,5 tys. absolwentów z czego około 10% stanowią obcokrajowcy a drugie 10% absolwentów wyjeżdża z kraju. Biorąc pod uwagę, że cykl kształcenia lekarzy trwa około dziesięć lat to, aby uzupełnić brakującą liczbę lekarzy oraz zastąpić lekarzy odchodzących na emerytury co rok przez najbliższe lata powinno przyjmować się na studia medyczne około 9 tys. studentów. Nie będę się wypowiadać o sposobie zdobywania specjalizacji przez lekarzy, ponieważ jest to temat na odrębny artykuł.

          Przy okazji studiów medycznych w Polsce obserwujemy zjawisko drenażu naszych lekarzy przez bogate, zachodnie kraje. Koszt wykształcenia lekarza w Polsce kształtuje się na poziomie około 300 tys. zł, przy czym dotyczy to tylko sześciu lat studiów. Przy tej okazji uważam, że należy powrócić do dyskusji o odpłatności za studia wyższe w powiązaniu z latami przepracowanymi w Polsce. Sposób odpłatności za studia powinien dotyczyć wszystkich kierunków natomiast kierunki strategiczne i istotne dla państwa powinno się kredytować studentom w taki sposób, że spłata kredytu studenckiego byłaby zmniejszana za każdy przepracowany rok w kraju na określonym stanowisku. Okres obowiązkowej pracy mógłby wynosić np. 10 lub 12 lat w zależności od długości studiów. Po tym czasie wygasałby dług byłego studenta wobec państwa a państwo miałoby zagwarantowaną stabilność zatrudnienia w priorytetowych gałęziach gospodarki.

          Wprowadzając odpłatność za studia w naturalny sposób zostałaby uregulowana liczba studentów. Młody człowiek chcący studiować musiałby podjąć decyzję, czy wybiera studia odpłatne i studiuje co chce i na własną odpowiedzialność czy decyduje się na studia skredytowane przez państwo, ale z możliwością umorzenia kredytu po 10 lub 12 latach pracy w Polsce. Pieniądze pobierane przez państwo z tytułu odpłatności za studia należałoby przeznaczyć na prowadzenie badań naukowych oraz na mecenat i promocję kultury i sztuki.

          Słyszę już pytania jak to powinno wyglądać w praktyce. Otóż weźmy taką politechnikę, na których większość kierunków powinno być kredytowane przez państwo ze względu na bardzo szybki rozwój cywilizacyjny na którym powinno nam zależeć. Studenci kierunków technicznych powinni przez pierwsze lata studiów zgłębiać wiedzę teoretyczną popartą przeprowadzanymi doświadczeniami oraz praktykami w wyselekcjonowanych zakładach przemysłowych posiadających własne laboratoria badawcze. Zakładom powinno opłacać się prowadzenie praktyk studenckich, poprzez stworzenie odpowiednich zachęt podatkowych. Ostatnie dwa lata studiów oraz pisanie prac magisterskich powinno polegać na przeprowadzeniu badań naukowych, zleconych przez firmy w których studenci odbywali praktyki.

          Student pod opieką swego promotora, będącego członkiem zespołu badawczego skierowanego przez uczelnię do wybranej firmy przeprowadza w ramach pracy magisterskiej badania nad wydzieloną częścią jakiegoś dużego projektu. Oprócz studentów w pracach badawczych danej firmy biorą udział także pracownicy dydaktyczno-naukowi, którzy prowadzą badania w ramach doktoratu. Wtedy zarówno student jak i doktorant mają satysfakcję, że ich praca będzie do czegoś pożytecznego wykorzystana a być może przyczynią się do jakiegoś ważnego odkrycia naukowego. Powinniśmy jak najszybciej skończyć z pisaniem prac magisterskich czy doktoratów, które po obronie w większości zarastają kurzem w bibliotekach uczelnianych. Polska myśl techniczna ma szansę być najlepsza na świecie pod warunkiem synergii uczelni, studentów, naukowców, biznesu i państwa. Współdziałanie tych wszystkich podmiotów oparte na zdrowych zasadach pozwoli im czerpać korzyści z tworzenia nowoczesnych technologii.

          Na jeszcze jedną rzecz chcę zwrócić uwagę, aby uczelnie mogły zawalczyć o swoich najlepszych studentów muszą im zapewnić dobre wynagrodzenie oraz optymalne warunki rozwoju. Na uczelniach technicznych, przyrodniczych czy medycznych trzeba pobudować nowoczesne laboratoria oraz jak najczęściej sprowadzać na wykłady, konferencje najwybitniejszych ludzi nauki w poszczególnych dziedzinach. Bez dostępu do najnowszej i najbardziej aktualnej wiedzy naukowej bardzo trudno będzie nadgonić świat. Zatrzymanie najlepszych i najzdolniejszych absolwentów to dopiero połowa sukcesu, następnym krokiem jest zmiana organizacji uczelni oraz sposób awansowania i nagradzania jej pracowników. Nie wszyscy pracujący na uczelni chcą zajmować kierownicze stanowiska, jedni chcą się poświęcić pracy naukowej, inni są bardziej zainteresowani dydaktyką, dlatego władze uczelni winne o to zadbać poprzez zbudowanie odpowiedniej struktury.

          Struktura naszych uczelni powinna się zmienić z kilku powodów, powinniśmy odejść od tego, aby za wszelką cenę pracownik dydaktyczny był także pracownikiem naukowo-dydaktycznym. Powinniśmy stworzyć możliwość awansu i rozwoju tym wykładowcom, którzy świetnie wykładają, potrafią w bardzo przystępny sposób tłumaczyć najbardziej zawiłe twierdzenia i zadania, ale niekoniecznie chcą się zajmować pracą naukową. Na ich barkach powinien spocząć ciężar teoretycznego przygotowania studentów na pierwszych latach studiów. W latach późniejszych pieczę nad studentami przyjmowaliby pracownicy naukowi, którzy nie musieliby tracić swojego czasu na nauczanie podstaw, ale zajmowaliby się już ze studentami praktyczną stroną badań. Taki podział zadań umożliwiłby pracownikom naukowym na prowadzenie badań naukowych przy pomocy studentów posiadających już wiedzę teoretyczną.

           Kolejnym bardzo ważnym zagadnieniem jest program studiów i wyrzucenie z niego takich przedmiotów, które niczego nie wnoszą w procesie nauczania a są w programie tylko dlatego, że nikt nie ma odwagi, aby je z nich usunąć. Wielu dobrych studentów rzuca studia właśnie przez takie przedmioty nie chcąc tracić czasu na niepotrzebne rzeczy. Wystarczy spytać studentów informatyki czy programowania, ile tak naprawdę przedmiotów nauczanych podczas studiów wykorzystują podczas pracy zawodowej czy naukowej. Przeładowanie programów studiów ma także miejsce na akademiach czy uniwersytetach. W końcu ktoś powinien przejrzeć jakich przedmiotów się naucza i czemu mają one służyć.

           Kilka zdań chcę jeszcze poświecić uczelniom humanistycznym, których rola przez ostatnie lata bardzo się zdewaluowała. Niestety dzieje się to ze szkodą dla naszego społeczeństwa, które zostało pozbawione jednego pokolenia, które profesjonalnie i na najwyższym poziomie zajmowałoby się kulturą i sztuką. Zabrakło wsparcia państwa przy promocji i wspieraniu młodych artystów przez duże A. Stosunkowo długo czekamy na następców Szymborskiej, Miłosza, Herberta czy Różewicza. Trudno będzie dorównać tej „wielkiej czwórce” przez młodych, polskich poetów i pisarzy. Ostatnie liczące się nazwiska wśród pisarzy i poetów to osoby już dojrzałe ponad pięćdziesięcioletnie a młodych, gniewnych i utalentowanych na horyzoncie niestety nie widać lub są nieznani. Taką samą sytuację mamy wśród malarzy, rzeźbiarzy i innych sztuk pięknych. Branża filmowa od czasu do czasu odnosi sukcesy, ale nie zastąpi ona pozostałych sztuk pięknych.

          Państwo dla swego własnego dobra powinno zadbać i zainwestować w tworzenie dobrych uniwersytetów i akademii sztuk pięknych, ponieważ właśnie tam powinny wykuwać się najważniejsze idee, myśli ekonomiczne czy filozoficzne. Rolą państwa powinno być regulowanie liczby miejsc na poszczególnych kierunkach studiów, które byłyby kredytowane tym studentom, którzy podejmą decyzję o pracy w Polsce. Zwiększanie lub zmniejszanie limitu miejsc na poszczególnych kierunkach powinno być uzależnione od potrzeb biznesu, rozwoju gospodarczego czy realizacji strategicznych celów państwa.

          Należałoby także rozważyć kształcenie dobrych księgowych, pracowników administracyjnych, urzędników i innych zawodów w ramach dwuletnich szkół pomaturalnych, gdzie zamiast wiedzy teoretycznej tacy ludzie powinni praktycznie uczyć się zawodu. Znaleźć dziś osobę, która pomimo ukończonych studiów ekonomicznych czy prawnych potrafi księgować czy napisać prawidłowo decyzję odmowną z uzasadnieniem graniczy wręcz z cudem. Nadszedł najwyższy czas, aby zweryfikować podejście do szkolnictwa wyższego i przywrócić do łask szkolnictwo zawodowe. Nie tylko mniej kosztuje, ale przynosi dużo większe korzyści, ponieważ takie szkoły wypuszczają na rynek pracy dobrze przygotowanego i wykwalifikowanego pracownika.

          Opnie, które przedstawiłam na temat szkolnictwa wyższego wyrobiłam sobie w trakcie swojej pracy zawodowej, gdzie byłam pracownikiem, pracodawcą i przedsiębiorcą. Nie wszystkie mogą się podobać, ale to co napisałam może stanie się przyczynkiem do poważniejszej dyskusji na ten temat. Bardzo chętnie opublikuje na swojej stronie Zasłyszane w Bieszczadach inne opinie, niekoniecznie zgodne z moimi poglądami.
                                               Ewa Sudoł

Komentarze -polityka krajowa

Powiem ci Platformo, dlaczego przegrałaś
Ewa Sudoł    29-05-2019r.

         
           Łkasz i obwiniasz Platformo głosami swoich prominentnych członków wszystkich wokół za przegrane wybory do Parlamentu Europejskiego, ale nie siebie. Narzekasz Platformo, że PIS wygrał, bo miał telewizję publiczną, która prezentowała i reklamowała tylko rządzących. Zapomniałaś Platformo, że wy też mieliście swoją telewizję TVN, swoją sztandarową Gazetę Wyborczą i jeszcze kilka innych mediów z radiem RMF na czele, które wam sprzyjały i które jawnie za wami orędowały. Oburzasz się Platformo, że wyborcy dali się kupić PIS-owi za 500+ i trzynastą emeryturę a nie dali się wam skusić LGBT czy totalną krytyką kościoła. Płaczesz Platformo nad głupim narodem, który nie docenił waszej mądrości a wybrał siermiężny i bogobojny PIS. Rwiesz szaty Platformo nad swoją przegraną, ale nadal pozostajesz butną i pyszną. Niczego przez te wszystkie lata pozostawania na szczycie lub w jego pobliżu nie nauczyłaś się Platformo.

          Dziś, gdy kurz wyborczy opada powoli na ziemię coraz wyraźniej widać, dlaczego Platformo przegrałaś i dlaczego prawdopodobnie nigdy nie wrócisz już do władzy. Zapomniałaś Platformo jakie cele ci towarzyszyły, gdy rodziłaś się w bólach na początku 21 wieku, zapomniałaś jakie ideały wnosili jej pierwsi członkowie, zapomniałaś czym i jaką partią miałaś być, kogo miałaś reprezentować i czyich interesów bronić. Pomyśl Platformo kim stałaś się dziś, gdy do swego grona zaprosiłaś dawnych partyjnych aparatczyków reprezentujących PRL, z którymi twoi pierwsi członkowie walczyli i przez których siedzieli w więzieniach. Czy nie wstyd ci Platformo, że w walce o władzę i profity sprzeniewierzyłaś się swoim wcześniejszym ideałom, że elity, które rosły razem z tobą w siłę przynoszą ci dziś hańbę i cię ośmieszają?

          Przypomnij sobie Platformo jak w biegu po władze niszczyłaś swoje własne dzieci, jak jeden po drugim odchodzili Olechowski, Rokita, Gilowska i inni, zmarginalizowani, poniżeni i wyszydzeni przez waszego guru i szefa Donalda Tuska. Przypomnij sobie Platformo jak przy każdych wyborach gryźliście się między sobą o miejsca na listach, o miejsca przy stołach prezydialnych, jak skutecznie rozgrywał was Donald Tusk, aby nie rosła mu konkurencja przy boku. Wróć Platformo do swoich rządów i uderz się w piersi za to, że pozwoliłaś rozkradać Polskę mafiom vatowskim czy urzędniczym zabierając tym samym najsłabszym i najbiedniejszym, jak obdzielałaś swoimi ludźmi wszystkie stołki rządowe a nawet zdarzało się, że pozbywałaś się sprzątaczek, bo głosowały na PIS. Platformo naprawdę już nie pamiętasz jak za twoich rządów kabzę na państwowych przetargach nabijały szemrane firmy, które do dziś nie popłaciły swoich zobowiązań wobec podwykonawców a roboty przez ich wykonywane były najdroższe w Europie?

          Grzechów twoich Platformo mogę wymieniać bez końca, ale grzechem największym jaki popełniłaś wobec swoich rodaków był grzech pogardy wobec najsłabszych i najbiedniejszych. Pogardą tą bardzo obficie żywiły się elity, które ci sprzyjały i z którymi ty Platformo razem rechotałaś szydząc i kpiąc z Januszów i Grażyn, które bezczelnie zajęły twoje miejscówki nad morzem. Te obśmiane Janusze i Grażyny nigdy nie będą twoim elektoratem Platformo, ponieważ ty nimi wzgardziłaś a PIS pozwolił im w końcu godnie żyć. Moherowe babcie, głupi i niewykształcony elektorat to zdaniem twoim Platformo i celebrytów cię wspierających osoby głosujące na PIS. Zapomniałaś jednak Platformo, że te moherowe babcie mają wykształcone i dostatnio żyjące dzieci czy wnuki, które nigdy nie oddadzą głosu na ciebie, bo ich śmiertelnie obraziłaś.

          Twoimi wyborcami Platformo nie zostaną także prawdziwi katolicy, bo to przedstawicieli twoich elit przypuścili bezpardonowy atak na kościół katolicki a ty im w tym wtórowałaś. Tak Platformo, u ciebie jest wszystko na pokaz, tak jak na pokaz bez wiary w sercu były twoje spotkania w kościele łagiewnickim. Przecież wy nie mogliście należeć do tego samego kościoła co zwykli ludzie, wy musieliście stworzyć sobie coś tylko dla siebie, co ochoczo podchwycili dziennikarze wam sprzyjający. Nie będą cię wspierać Platformo także prawdziwi patrioci, dla których racja stanu, Polska jest najważniejsza. Ty Platformo i twoje elity bardzo chętnie krytykowaliście i szydziliście z patriotyzmu, czczenia symboli i świąt narodowych przez wyborców PIS-u a w zamian zaproponowaliście czekoladowego orła.

          Zastanów się więc Platformo, jakie grzechy i zniewagi uczyniłaś swoim rodakom, zrób rachunek sumienia, uderz się w piersi i zacznij powrót do korzeni, do czasu, kiedy inne wartości ci przyświecały. Zmień i zacznij wychowywać nowe elity, bo te którymi się teraz otaczasz, tylko wstyd ci przynoszą i na twoją szkodę działają. Platformo, nie udzielam ci dobrych rad z sympatii do ciebie, ale z poczucia obowiązku. Polsce jest potrzebna opozycja, ale musi być ona mądra, taka która pilnuje rządzących, ale też wspiera rząd na forum międzynarodowym. Nie może być tak, że za cenę odsunięcia PIS od władzy opozycja działa na szkodę własnego kraju, dopuszcza się wręcz zdrady. Dlatego abyś Platformo miała kiedyś wrócić do władzy naucz się szanować każdego Polaka, bez względu na jego przekonania, poglądy czy wyznanie a tolerancja niech przestanie być pustym frazesem w twoich ustach, ale niech stanie się faktem. 
Ewa Sudoł

Czy katolicka Polska wypiera się swojej religii ?

            Dochodzące z różnych stron Polski nawoływania niektórych polityków do usunięcia z przestrzeni publicznej symboli religijnych każe domniemywać, że zachodnioeuropejskie trendy odciskają coraz mocniejsze piętno na naszym społeczeństwie. Na razie są to pojedyncze opinie, komentarze często wygłaszane bardziej dla rozgłosu niż z faktycznych przekonań. Ludziom tym nagle zaczyna przeszkadzać spotkanie wigilijne w którym uczestniczy ksiądz, czytanie pisma świętego czy śpiewanie kolęd co jeszcze można by zrozumieć, gdyby był przymus uczestniczenia w nich. Jednak tym osobom zaczyna przeszkadzać szopka, obrzędy religijne i inne znaki religii chrześcijańskiej, które od wieków są nierozerwalnie związane z naszą polską kulturą, tradycją, tożsamością.

        Ostatnio na takich kontrowersyjnych wypowiedziach chce zbić kapitał polityczny radna warszawska niejaka Agata Diduszko-Zyglewska, która w jednej z telewizji zarzuciła Przewodniczącej Rady Miasta Warszawy złamanie konstytucji za zorganizowanie spotkania opłatkowego. Absurdalność tego stwierdzenia potwierdzają fakty, z których wynika że spotkanie odbyło się w osobnej sali podczas przerwy w obradach i nikt nikogo tam siłą nie przyprowadził. Można zadać sobie pytanie dlaczego tyle rozpisuję się o jakiejś radnej i jej nie do końca przemyślanej wypowiedzi. Otóż po jej wypowiedzi, która została zacytowana w prawie wszystkich telewizjach rozgorzała w internecie bardzo gorąca dyskusja, której skutki dla Polski i Polaków mogą być bardzo niebezpieczne.

        Okazało się, że na różnych forach internetowych zwolennicy tezy warszawskiej radnej są coraz liczniejsi i mówią coraz donośniejszym głosem, nie przebierając w słowach. Dzieje się to w momencie, kiedy w Europie mamy do czynienia z widocznym kryzysem tożsamości narodowej, kiedy coraz liczniejsi imigranci wypierają z przestrzeni publicznej kulturę europejską, w której chrześcijaństwo było bardzo ważnym elementem, kiedy podstawowe zasady etyczne oparte na dekalogu zostają deptane a libertynizm zaczyna przeżywać swoją drugą młodość. Skutki odwrotu od fundamentalnych zasad na których opierała się Europa są już widoczne w wielu sferach życia społecznego, najbardziej jaskrawym przejawem tego zjawiska jest przyzwolenie na eutanazję, możliwość adopcji dzieci przez małżeństwa homoseksualne oraz islamizacja. Niestety nie są to wszystkie choroby, które trawią współczesną Europę i w dodatku nikt jak dotąd nie znalazł na nie lekarstwa a chaos, terror, przestępstwa stają się codziennością.

        Wiedząc i widząc to co ma miejsce u naszych zachodnich sąsiadów i jakie skutki to wywołuje część z naszych rodaków pomimo to zaczyna walkę z religią, która towarzyszyła nam we wszystkich ważnych momentach dziejowych, z kościołem, który w trudnych chwilach był schronieniem, wytchnieniem od codziennej walki czy miejscem gdzie uczono patriotyzmu, historii i pielęgnowano naszej polskości. Zapominają przy tym, że tak naprawdę idą na wojnę ideologiczną nie tylko z Kościołem ale z tą częścią społeczeństwa dla których religia jest największą wartością. Oczywiście można mieć pretensje do niektórych przedstawicieli kościoła, że ich postępowanie nie zawsze idzie w parze z nauczaniem, że nagłaśniane ostatnio przypadki pedofilii wzbudzają oburzenie ale nie może to jednak przekreślić tej niezwykle ważnej roli jaką pełni religia chrześcijańska i instytucje z nią związane.

         Zadaję pytanie tym wszystkim, którym tak bardzo przeszkadzają symbole religijne, dlaczego nie spytają nas katolików czy nie przeszkadzają nam wyuzdane, kipiące seksualnością parady równości, czy nie przeszkadza nam zawłaszczanie naszych Świąt do celów komercyjnych, czy nie przeszkadza nam indoktrynacja naszych dzieci przez szkoły? Pytań takich można postawić jeszcze kilkadziesiąt ale najważniejsza jest odpowiedź na nie, owszem przeszkadza nam to wszystko ale tolerancja wobec drugiego człowieka, miłość do drugiej osoby, wyzbycie się egoizmu i umiejętność przebaczania to najważniejsze zasady chrześcijaństwa, które umożliwiają nam wspólne życie w jednym kraju.

         Zastanówcie się Państwo, którzy chcecie wyrzucić religię z życia milionów Polaków, którym przeszkadzają symbole naszej wiary, którzy nie tolerują naszych Świąt czy warto niszczyć instytucję, która przetrwała wszystkie wojny, czy warto walczyć z ideą, która dobro drugiego człowieka stawia na pierwszym miejscu i jest ponadczasowa, czy warto deptać zasady, które stanowią podstawę prawa w wielu państwach? Dlaczego chcecie zniszczyć to z czego cały świat czerpie pełnymi garściami, dlaczego tzw. poprawność polityczna przesłania Wam to co jest najważniejsze w chrześcijaństwie, dlaczego własny egoizm nie pozwala Wam dostrzec jak bardzo jesteście nietolerancyjni? W zderzeniu z Waszą postawą słowo tolerancja staje się wyświechtanym frazesem a wszak tolerancję zawiesiliście na swoich sztandarach. Mogę jedynie prosić i apelować do tych wszystkich, dla których tak nienawistne są symbole naszej religii. Opamiętajcie się zanim będzie za późno, popatrzcie raz jeszcze na to co się dzieje we Francji, Belgii, Niemczech czy Holandii. My potrafimy jeszcze żyć bez strachu we własnym kraju, nasze dzieci w większości wychowywane są wg Dekalogu co pozwala mieć nadzieję na przetrwanie wartości, które my rodzice wyznajemy. Nie krzywdźcie naszego kraju ideologiami, które na zachodzie Europy przyniosły tyle nieszczęść, oszczędźcie Polsce błędów, które popełnili nasi sąsiedzi.
Ewa Sudoł

Czy zostaliśmy odhumanizowani?       22-01-2019

          Pytanie to dręczy mnie od dłuższego czasu. Szczególnie wtedy, gdy przyglądam się temu, co dzieje się w mediach, na portalach społecznościowych czy życiu codziennym. Dramaty, ludzkie tragedie, śmierć zostały sprowadzone do roli newsa, który zapewnia widownię, czytelników. W mediach społecznościowych największym powodzeniem cieszą się wpisy wulgarne, ostre, pozbawione empatii; rzeczowych dyskusji właściwie nie widać. Wśród rodziny, znajomych wyraźnie rzuca się w oczy, jak polityczne spory skłóciły nieraz na lata dawnych przyjaciół czy braci.

           Wszystko to dzieje się z braku rozmowy, umiejętności dyskutowania oraz otwarcia na drugiego człowieka. Zabrnęliśmy jako społeczeństwo w ślepy zaułek powierzchowności, konsumpcjonizmu, blichtru i egoizmu. Nie potrafimy i co gorsze nie dostrzegamy potrzeb innych - w tym naszych najbliższych. U małych dzieci jeszcze możemy zobaczyć prawdziwe i nieudawane współczucie czy wrażliwość. Wśród nastolatków coraz częściej obserwujemy ogromną i niczym nieuzasadnioną agresję. Przestaliśmy się sprawdzać jako rodzice czy dziadkowie, nie potrafiąc wychować swoich dzieci czy wnuków w poszanowaniu dla drugiego człowieka.

          Co się stanie, jak odejdzie na wieczny spoczynek pokolenie naszych rodziców i dziadków - dziś siedemdziesięciolatków czy osiemdziesięciolatków. Kto nam wtedy będzie przypominał o podstawowych wartościach, zasadach moralnych, o naszych obowiązkach wobec innych, bo już o Polsce nie wspomnę. Nasze życie coraz bardziej przypomina blaszaną puszkę wypełnioną miedziakami, którą się chełpimy niczym kasetką z klejnotami. Nic, dosłownie nic nam nie pozostanie w dłoniach, jak się nie otrząśniemy z tego marazmu umysłowego, z tej tępoty umysłowej, którą pogłębia codzienna sieczka informacyjna. Przestaliśmy samodzielnie myśleć, samodzielnie podejmować decyzje, oczekując od innych cudownych recept.

            Dajemy się jak dzieci manipulować reklamom, mediom, autorytetom które nie są autorytetami. Przestaliśmy czytać, sztuka nas nie interesuje, poezja całkowicie odeszła do lamusa i co gorsza nie mamy artystów przez duże A. Zdewaluowało się nam to wszystko i sprzaśniało a życie publiczne bez rzeczowej dyskusji zmieniło się w wojnę pomiędzy zwaśnionymi plemionami. Zabrakło nam kogoś na miarę JP II, kto dobrotliwie zwróci uwagę a jak trzeba to pochwali. III RP niestety nie stworzyła też elit, mądrych, obiektywnych i wizjonerskich, takich które kreują i modelują przyszłość, które wskazują drogi ale ich nie narzucają.

          Nie ma w Polsce debat na których wykuwają się wielkie wizje, idee bo nasi profesorowie zamiast debat skwapliwie walczą o kasę i przywileje. Ta niewielka zaś grupka której się coś chce, te wielkie idee tworzą ale na najlepszych zagranicznych uniwersytetach. Umniejszenie roli nauk humanistycznych na polskich uniwersytetach to już tylko krok do przepaści. Przecież przez wieki ten świat popychają do przodu nie pojedyncze osiągniecia techniczne ale właśnie wizjonerzy wywodzący się z nauk ale właśnie wizjonerzy wywodzący się z nauk humanistycznych, którzy najpierw zdefiniowali to co inni mieli zbudować.

           To co napisałam nie jest jeszcze najgorsze, dramat, który nas czeka dopiero nadchodzi, chociaż jego zwiastuny już wszyscy zaczynają dostrzegać tylko większość niczym w narkotycznym transie udaje, że to tylko przewidzenie. Do polityki, mediów, na wysokie urzędy i stanowiska zaczyna wchodzić pokolenie dwudziestoparolatków czy trzydziestolatków, których rodzice w walce z transformacją ustrojową, w pogoni za pieniądzem zostawili te dzieciaki same sobie. W połączeniu ze szkolnym eksperymentem zwanym gimnazjami oraz powszechnej testomani wyrosła nam młodzież, która umie czytać, ale nie rozumie, umie liczyć, ale tylko pieniądze, umie pisać, ale nie umie rozmawiać. Rodzinę zastąpił im komputer, smartfon a przyjaciół i kolegów mają więcej wirtualnych niż w realu.

           Sami sobie stworzyliśmy pokolenie autystycznych (nie mylić z chorobą) technokratów, cyników pozbawionych uczuć i wrażliwości. Nie zamierzam polemizować, jaki procent naszego społeczeństwa stanowią ci ludzie, bo zwyczajnie nie wiem. Wiem natomiast jedno, że to właśnie oni będą najbardziej słyszalni, to oni będą wkrótce decydować w największych polskich firmach i to ich będzie najwięcej w polityce. Polityka z cynizmem i brakiem uczuć wyższych to już nie służba narodowi, ale prawdziwa katastrofa, na którą albo się odpowiednio przygotujemy i jej zapobiegniemy, albo powoli pogrążymy się w chaosie. A na to właśnie czekają nasi odwieczni wrogowie.

Ewa Sudoł

Z Bieszczad widać wyraźniej 14-01-2019r

          Zabójstwo Prezydenta Adamowicza wstrząsnęło polską i światową opinią publiczną. Ludzie są przerażeni, że szaleniec na ich oczach morduje prezydenta Gdańska a ochrona jest bezbronna i bezradna. Śmierć bardzo wyrazistego polityka samorządowego wywołuje także fale dyskusji co było główną przyczyną tej tragedii. Część polityków, czy dziennikarzy jednak nie potrafi uszanować żałoby jaka nastała w kraju. Zaczyna się z powrotem ten chocholi taniec z jakim mieliśmy do czynienia po katastrofie smoleńskiej.
 
           Wtedy i dziś atmosfera była podobna, zwykli ludzi z bólem i rozpaczą przeżywają śmierć a politycy i co szczególnie ohydne dziennikarze, rozpoczęli dzieło niszczenia poczucia wspólnoty narodowej, rozrywania polskiego społeczeństwa na pół. Przeciętny człowiek ma dość kłótni, wzajemnych oskarżeń, wyzwisk. Polacy mimo wszystko pragną być razem, wspólnie chcą przeżywać dni chwały ale też dni żałoby. Bardzo pięknie te uczucia wyraził niestety nie żyjący już bieszczadzki poeta i inżynier Marian Nosal, który w 2010 roku 10 sierpnia taki oto wiersz napisał:

Smoleńska przestroga

W lechickiej krainie                               Skłóconych Lechitów
Co z wolności słynie                              Rozejm podpisany
Gdzie toczą się spory                            Lecz nastąpił wcześniej
Gdzie jest partii dużo                            Świadkiem pojednania
Ich przywódcy sobie                             Była obca ziemia
A nie Polsce służą                                  Rosyjski tupolew
Tam prezydent zebrał                           Mgła nieprzenikniona
Grupę narodową                                   I Stwórca Stworzenia
Biskupów borowców
Generałów wielu                                  A w kraju żałoby
Partyjnych działaczy                           Ci co pozostali
Z PIS-u z PSL-u                                   Przez siedem dni z rzędu
Przy Platformie stanął                        Nowy rów kopali
Z SLD przywódca
I Prezes NBP-u                                    I rzekł Pan do ludu
I szef IPN-u                                          Zakończcie raz wreszcie
I wielu tam było                                  I stare i nowe
Z przeróżnych urzędów                    Waśnie narodowe
Po to się zebrali
By uświęcić świętych                        A rów zasypiecie
W katyńskiej mogile                          Taką mam nadzieję
Rodaków zamkniętych                     Bo gdy nie zechcecie
I tam nad mogiłą                               To ja go zaleję
Miał zostać nareszcie
10.08.2010 Marian Nosal

              Wiersz ponadczasowy, wizjonerski i do bólu prawdziwy, który mógł powstać tylko na bieszczadzkiej ziemi, skąd wszystko widać lepiej i wyraźniej. A słowa pojednania i zakopywania rowów wypełnionych nienawiścią, pogardą i złością niech wezmą sobie do serca politycy ze wszystkich stron.
Ewa Sudoł

Zaproszenie do współpracy

Zapraszamy do współtworzenia naszej gazety przez bieszczadzkich poetów, pisarzy, fotografów, rzeźbiarzy, malarzy i innych artystów. Na naszej stronie możecie pochwalić się swoją twórczością oraz ją zapromować. Bardzo chętnie będziemy udostępniać łamy naszej gazety młodym, debiutującym artystom aby mogli zaprezentować się szerszej publiczności.
Serdecznie zapraszamy do współpracy. Zainteresowanych naszą ofertą prosimy o kontakt : tel- 883 018 180, e-mail- redakcja@zaslyszane-w-bieszczadach.pl
Zasłyszane w Bieszczadach - portal opinii
Wszelkie prawa zastrzeżone
Redaktor Naczelny - Ewa Sudoł
Liczba odwiedzin: 1203911
Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem